Faces Of Nature - Go to Spain (Alicante)

W góry do Hiszpanii - relacja, zdjęcia.


Maciupa w Hiszpanii

Miesiąc temu mieliśmy ruszyć ze znajomym we włoskie Alpy. Niestety, wybuchł wulkan i zmienił dość znacząco nasze plany. Mimo że połaziliśmy pare dni po Warmii to chęć ruszenia gdzieś jeszcze przed końcem ostatniego semestru nadal pozostawała. I udało się, tanie linie znów zaskoczyły promocjami, a że do Hiszpanii zawsze chciałem wrócić więc wybór padł na Consta Blanca i Alicante (nawiasem mówiąc latają tylko do Barcelony i Alicante jak na razie...). A właściwie na góry: Sierra de Mariola, Sierra de Aitana i wszystko co będzie w okolicy. Do Alp im daleko ale odpowiadało mi błądzenie po pagórkach i zwykłych drogach. Chciałem też znów zobaczyć te małe pueblos z ciasnymi uliczkami i posłuchać rozmów starych Hiszpanów, mimo że i tak nic z tego prawie nie rozumiałem. Wyruszyć miałem w piątek 14 Maja a wrócić 21 także w piątek, roku 2010... i wyruszyłem.



<strong>Dzień 1.</strong> Bardzo przydały się doświadczenia z wypadu do Katalonii. Zaraz po wylądowaniu i dostaniu się do centrum Alicante uzupełniłem zapasy jedzenia o wodę i bagietki w Mercadonie (pewnie jak nasza biedronka). W Informacji Turystycznej dostałem mapy miasta, okolic i wskazówki gdzie szukać sklepu turystycznego - trzeba było kupić gaz do palnika. Także zanim będę mógł się wydostać z tego ruchliwego miasta musiałem cierpliwie poczekać aż skończy się sjesta, otworzą sklepy i znajdę działający z moim palnikiem gaz.
Fot.1 Dzień 1. Bardzo przydały się doświadczenia z wypadu do Katalonii. Zaraz po wylądowaniu i dostaniu się do centrum Alicante uzupełniłem zapasy jedzenia o wodę i bagietki w Mercadonie (pewnie jak nasza biedronka). W Informacji Turystycznej dostałem mapy miasta, okolic i wskazówki gdzie szukać sklepu turystycznego - trzeba było kupić gaz do palnika. Także zanim będę mógł się wydostać z tego ruchliwego miasta musiałem cierpliwie poczekać aż skończy się sjesta, otworzą sklepy i znajdę działający z moim palnikiem gaz.
AlicanteAlicanteW Alicante jest kilka takich nagle wyrastających z ziemi skał jak ta tu za budynkami.

Pod wieczór tramwajem wzdłuż morza dostałem się do La Venta Lanuza (której na mapie nie miałem, ale była między miejscowościami, więc liczyłem na ustronność tej stacji), gdzie po kilkunastu krokach na zachód stałem już na jakiejś polnej drodze zmierzającej w stronę gór. Właściwie to nie wiedziałem gdzie mnie zaprowadzi, wystarczyło jedynie, że kieruje się w ich stronę. Pierwszy nocleg i spooro nowych doświadczeń - pierwsza... nie można tu nigdzie wbić śledzi! Same kamienie, skały i mnóstwo kolców. Druga, w nocy co kilka minut bardzo porywisty wiatr przez 10-15sek. Podczas jednego z takich powiewów złożył mi się tył namiotu, jako że śledzie były wbite do 1/3 bo patrz `po pierwsze`... Za to widok miałem na morze śródziemne z jednej strony, na góry z drugiej.
Fot.2 Pod wieczór tramwajem wzdłuż morza dostałem się do La Venta Lanuza (której na mapie nie miałem, ale była między miejscowościami, więc liczyłem na ustronność tej stacji), gdzie po kilkunastu krokach na zachód stałem już na jakiejś polnej drodze zmierzającej w stronę gór. Właściwie to nie wiedziałem gdzie mnie zaprowadzi, wystarczyło jedynie, że kieruje się w ich stronę. Pierwszy nocleg i spooro nowych doświadczeń - pierwsza... nie można tu nigdzie wbić śledzi! Same kamienie, skały i mnóstwo kolców. Druga, w nocy co kilka minut bardzo porywisty wiatr przez 10-15sek. Podczas jednego z takich powiewów złożył mi się tył namiotu, jako że śledzie były wbite do 1/3 bo patrz `po pierwsze`... Za to widok miałem na morze śródziemne z jednej strony, na góry z drugiej.
Wychodzę z zabudowań La Venta Lanuza a na horyzoncie symbol upodobania ludzi do co najmniej dziwnej rozrywki.Pierwszy nocleg wśród krzaczorów.

<strong>Dzień 2.</strong> Pierwszy wschód słońca na Hiszpańskiej ziemi, pierwsze śniadanie i czas w drogę - w góry. Oczywiście woda szybko się skończyła. A że nie było widać żadnej wioski w pobliżu, postanowiłem zajść do pierwszego lepszego samotnego domku i zapytać o wodę. Pokazując pustą butelkę i prosząc o nalanie do niej wody, dostałem, ku zaskoczeniu, pełną nową butelkę wody mineralnej. I tak parę razy, musiałem potem tylko szukać miejsc gdzie wyrzucić stare puste butelki. Fajni Ci Hiszpanie!
Fot.3 Dzień 2. Pierwszy wschód słońca na Hiszpańskiej ziemi, pierwsze śniadanie i czas w drogę - w góry. Oczywiście woda szybko się skończyła. A że nie było widać żadnej wioski w pobliżu, postanowiłem zajść do pierwszego lepszego samotnego domku i zapytać o wodę. Pokazując pustą butelkę i prosząc o nalanie do niej wody, dostałem, ku zaskoczeniu, pełną nową butelkę wody mineralnej. I tak parę razy, musiałem potem tylko szukać miejsc gdzie wyrzucić stare puste butelki. Fajni Ci Hiszpanie!
Tam idę...Bez drogi idę na pierwsze wzniesienie, żeby sprawdzić gdzie dalej.Tam daleko pełno ludzi w mieście, a tu nikogo... podoba mi się ten rozkład.

Zaczęły się pierwsze większe podejścia i pierwszy szczyt powyżej 1000m. Przed wyjazdem zakupiłem dwa kijki trekkingowe (miałem tylko jeden dla oszczędności miejsca, wagi) i już wiedziałem, że to był suuper pomysł! Dopiero pod wieczór dotarłem do pierwszej wioski - Orxeta, bo oczywiście bez map dokładnych pogubiłem się nie raz. Dopiero ze wzniesień widać było gdzie mniej więcej iść, a nie zawsze po prostej było najprościej. Nieco już zmęczony rozbiłem się pod górą i nasłuchiwałem samolotów (jeszcze dwa dni przed wylotem loty w Hiszpanii były bardzo ograniczone przez kolejny napływ pyłu wulkanicznego. Udało się wylecieć do Hiszpanii, oby teraz tylko udalo się wrócić - muszę napisać pracę mgr i się obronić...)
Fot.4 Zaczęły się pierwsze większe podejścia i pierwszy szczyt powyżej 1000m. Przed wyjazdem zakupiłem dwa kijki trekkingowe (miałem tylko jeden dla oszczędności miejsca, wagi) i już wiedziałem, że to był suuper pomysł! Dopiero pod wieczór dotarłem do pierwszej wioski - Orxeta, bo oczywiście bez map dokładnych pogubiłem się nie raz. Dopiero ze wzniesień widać było gdzie mniej więcej iść, a nie zawsze po prostej było najprościej. Nieco już zmęczony rozbiłem się pod górą i nasłuchiwałem samolotów (jeszcze dwa dni przed wylotem loty w Hiszpanii były bardzo ograniczone przez kolejny napływ pyłu wulkanicznego. Udało się wylecieć do Hiszpanii, oby teraz tylko udalo się wrócić - muszę napisać pracę mgr i się obronić...)
Zbiornik wodny Embalse de Amadorio koło Orxeta, lazurowy kolor przekonuje, aby tam iść.Bella Orxeta, wychodzę z pueblo w poszukiwaniu noclegu.Obóz dzień 2, widok z namiotu.

<strong>Dzień 3.</strong> Wspaniały dzień! Odkryłem La Fuente - źródła wody pitnej, które znajdują się tu prawie w każdym pueblo! Można napełnić bukłaki, przemyć twarz (można?) i spotkać przy nich starszych Hiszpanów, którzy gadają tym fajnym hiszpańskim jak w telenowelach. Sklepów w małych pueblo nie ma, czasem można kupić bagietki wchodząc do jakiegoś mieszkanio-zakładu. Ale jedzenia (w postaci KusKusów, Mlecznych Startów, batonów itd.) miałem i tak na około 4 dni, więcej - każdy kolejny posiłek jednocześnie obniżał wagę plecaka. Idąc raz asfaltową drogą parę kilometrów mijałem sporo bikerów na szosówkach... sam bym tu pojeździł taką na tak świetnych drogach.
Fot.5 Dzień 3. Wspaniały dzień! Odkryłem La Fuente - źródła wody pitnej, które znajdują się tu prawie w każdym pueblo! Można napełnić bukłaki, przemyć twarz (można?) i spotkać przy nich starszych Hiszpanów, którzy gadają tym fajnym hiszpańskim jak w telenowelach. Sklepów w małych pueblo nie ma, czasem można kupić bagietki wchodząc do jakiegoś mieszkanio-zakładu. Ale jedzenia (w postaci KusKusów, Mlecznych Startów, batonów itd.) miałem i tak na około 4 dni, więcej - każdy kolejny posiłek jednocześnie obniżał wagę plecaka. Idąc raz asfaltową drogą parę kilometrów mijałem sporo bikerów na szosówkach... sam bym tu pojeździł taką na tak świetnych drogach.
Pueblo OrxetaCiasne uliczki, dowiedziałem się przy okazji że miały kiedyś służyć powstawaniu cienia w uliczkach.Kolarz!

Po przerwie na sjestę w godzinach 13-15 w cieniu drzewa kolejne pueblo Sella i miałem szczęście: Domingo [Niedziela] i zabawa. Śpiewy, muzyka, jakieś gry uliczne i rynek z owocami/warzywami - tymi nie pogardziłem i powiększyłem bagaż o kilogram bananów, cytryn i pomarańczy za 1,5&euro; łącznie. Językowych pomyłek też nie brakowało, najlepsza gdy pytałem dzielnie ludzi o sklep słowami -Perdone, donde el libre? [Gdzie jest książka] - Libre? - El Libre con Limons i Tomatos ... [Książka z cytrynami i pomidorami]. Albo gdy na horyzoncie widać było duużą górę, pytałem napotkanych ludzi jak się tam dostać słowami -Es possible a ir alli? [Czy jest możliwe dojść tam?] i pokazywałem na szczyt góry. Takim sposobem dowiedziałem się że do góry oznacza Arriba, a na doł Abajo.
Fot.6 Po przerwie na sjestę w godzinach 13-15 w cieniu drzewa kolejne pueblo Sella i miałem szczęście: Domingo [Niedziela] i zabawa. Śpiewy, muzyka, jakieś gry uliczne i rynek z owocami/warzywami - tymi nie pogardziłem i powiększyłem bagaż o kilogram bananów, cytryn i pomarańczy za 1,5€ łącznie. Językowych pomyłek też nie brakowało, najlepsza gdy pytałem dzielnie ludzi o sklep słowami -Perdone, donde el libre? [Gdzie jest książka] - Libre? - El Libre con Limons i Tomatos ... [Książka z cytrynami i pomidorami]. Albo gdy na horyzoncie widać było duużą górę, pytałem napotkanych ludzi jak się tam dostać słowami -Es possible a ir alli? [Czy jest możliwe dojść tam?] i pokazywałem na szczyt góry. Takim sposobem dowiedziałem się że do góry oznacza Arriba, a na doł Abajo.
Pueblo Sella, gra uliczna, widać małą piłeczkę, którą dzieci odbijały rękoma, na których miały jakieś naparstniki.Przerwa podczas podejścia na 1100m szczyt.Czasem szlak prowadził normalnymi drogami.

A propo języka, nie wiedziałem tylko czemu czasem ludzie mówią np. Orczeta a czasami Orheta. Dopiero potem pewien Hiszpan władający angielskim wytłumaczył, że Valencianie także mają swój język, bardzo podobny zresztą do Katalońskiego. Czyli to dlatego znów nie mogłem w słowniku znaleźć wielu słów napotkanych na znakach po drodze. Ale.. góry zaczęły się na dobre, za mną pierwsze strome i wąskie podejście na 1100m szczyt. Kijki znów okazały się niezastąpione. Najtrudniej gdy kolejny krok trzeba postawić na wysokości kolan i wyżej... zdejmowałem wtedy plecak by wdrapać się na te skały. A potem na samej górze ten widok ... i ten chłodzący wiatr...
Fot.7 A propo języka, nie wiedziałem tylko czemu czasem ludzie mówią np. Orczeta a czasami Orheta. Dopiero potem pewien Hiszpan władający angielskim wytłumaczył, że Valencianie także mają swój język, bardzo podobny zresztą do Katalońskiego. Czyli to dlatego znów nie mogłem w słowniku znaleźć wielu słów napotkanych na znakach po drodze. Ale.. góry zaczęły się na dobre, za mną pierwsze strome i wąskie podejście na 1100m szczyt. Kijki znów okazały się niezastąpione. Najtrudniej gdy kolejny krok trzeba postawić na wysokości kolan i wyżej... zdejmowałem wtedy plecak by wdrapać się na te skały. A potem na samej górze ten widok ... i ten chłodzący wiatr...
Na `prawie` szczycie 1100m. Prawie, bo szczyt kawałek dalej, ale to tu wydało mi się najfajniej zrobić zdjęcie. Mimo to jednak starałem się więcej czasu spędzić na oglądanie rzeczywistych krajobrazów niż tego co pokazuje wyświetlacz aparatu.Ruiny jakiejś zagrody z kamienia, a dookoła drzewa oliwkowe i inne takie małe.

<strong>Dzień 4.</strong> Kolejny nocleg, tym razem w gaju oliwnym. Te płaskie fragmenty, które stanowią podłoże dla drzewek bardzo dobrze sprawują się pod namiot, szczegółnie gdy dookoła wszędzie krzywo i pełno krzaczorów z kolcami. Prawie od początku hen hen daleko na horyzoncie widziałem górę z obserwatorium na szczycie. I choć nie miałem na celu tam wejść (a może miałem podświadomie?), dziś byłem już niedaleko i szkoda byłoby nie zobaczyć tego z bliska. Tego dnia odkryłem jeszcze wspanialszą rzecz - La Fuente na dziko, czyli nie tylko w pueblo ale nawet na pustkowiu chłodna źródlana woda! Można się w końcu porządnie umyć!
Fot.8 Dzień 4. Kolejny nocleg, tym razem w gaju oliwnym. Te płaskie fragmenty, które stanowią podłoże dla drzewek bardzo dobrze sprawują się pod namiot, szczegółnie gdy dookoła wszędzie krzywo i pełno krzaczorów z kolcami. Prawie od początku hen hen daleko na horyzoncie widziałem górę z obserwatorium na szczycie. I choć nie miałem na celu tam wejść (a może miałem podświadomie?), dziś byłem już niedaleko i szkoda byłoby nie zobaczyć tego z bliska. Tego dnia odkryłem jeszcze wspanialszą rzecz - La Fuente na dziko, czyli nie tylko w pueblo ale nawet na pustkowiu chłodna źródlana woda! Można się w końcu porządnie umyć!
Trekking w HiszpaniiIdę grzbietem...I dalej samym grzbietem...

Szczyt Aitana 1558m. Niestety obserwatorium było solidnie ogrodzone z tablicami zakazu robienia zdjęć i łażącymi technicznymi nieopodal, także zdjęcia z samego szczytu nie będzie. Podejście nie było trudne - szlak turystyczny wzdłuż grzbietu. Gorzej z zejściem, prawie pionowe po małych sypkich kamieniach. Ustałeś/łaś na takie i jechaliście z nimi kilka metrów w dół do kolejnej kępki trawy. Podczas sjesty, jak codzień wyjmowałem namiot, śpiwór i poddawałem krotkiemu procesowi suszenia na tym palącym słońcu. Ciekawa sprawa, bo wieczorem ziemia oddawała ciepło na tyle intensywnie aby podłoga pod namiotem momentalnie stawała się wilgotna (oczywiście od spodu).
Fot.9 Szczyt Aitana 1558m. Niestety obserwatorium było solidnie ogrodzone z tablicami zakazu robienia zdjęć i łażącymi technicznymi nieopodal, także zdjęcia z samego szczytu nie będzie. Podejście nie było trudne - szlak turystyczny wzdłuż grzbietu. Gorzej z zejściem, prawie pionowe po małych sypkich kamieniach. Ustałeś/łaś na takie i jechaliście z nimi kilka metrów w dół do kolejnej kępki trawy. Podczas sjesty, jak codzień wyjmowałem namiot, śpiwór i poddawałem krotkiemu procesowi suszenia na tym palącym słońcu. Ciekawa sprawa, bo wieczorem ziemia oddawała ciepło na tyle intensywnie aby podłoga pod namiotem momentalnie stawała się wilgotna (oczywiście od spodu).
Na horyzoncie obserwatorium. Pewnej nocy widziałem jak było otwarte, migały jakieś czerwone światełka, ciekawe co obserwowali... Od zawsze chciałem mieć teleskop...Fragment zejścia z obserwatorium.Trekking w Hiszpanii

Przy kolejnej napotkanej La Fuente spotkałem Hiszpana mówiącego po angielsku. Miałem ochotę na bagietki z pomidorami, więc zapytałem o najbliższy sklep i okazało się że jest kilkanaście kilometrów dalej w Alcoleja, ale że on jest samochodem i jedzie w tamtą stronę więc mnie podwiezie - super! Na podwiezieniu się nie skończyło, odwiedziłem jego mały domek, i ostatecznie wylądowałem w Alcoy, 35km dalej. Alcoy było takim małym celem tego włóczenia się. To tutaj zaczynają się parki narodowe (m.in. Sierra de Mariola). W informacji turystycznej dostałem pierwsze dokładne mapy ze szlakami turystycznymi! Nawet fuente są zaznaczone - nie trzeba będzie targać wody na cały dzień. Zaszedłem do supermarketu po jedzenie i przeraziłem się ciężarem zakupów tuż po opuszczeniu kasy. Nie miałem siły tego targać, siadłem na ławce i zacząłem wcinać oliwki z puszki, sok pomidorowy i oczywiście długie chrupkie bagietki. Tak to jest jak się widzi tani supermarket od paru dni bez dostępu do jakichkolwiek sklepów a do tej pory wcinało się sam instant i słodycze ...
Fot.10 Przy kolejnej napotkanej La Fuente spotkałem Hiszpana mówiącego po angielsku. Miałem ochotę na bagietki z pomidorami, więc zapytałem o najbliższy sklep i okazało się że jest kilkanaście kilometrów dalej w Alcoleja, ale że on jest samochodem i jedzie w tamtą stronę więc mnie podwiezie - super! Na podwiezieniu się nie skończyło, odwiedziłem jego mały domek, i ostatecznie wylądowałem w Alcoy, 35km dalej. Alcoy było takim małym celem tego włóczenia się. To tutaj zaczynają się parki narodowe (m.in. Sierra de Mariola). W informacji turystycznej dostałem pierwsze dokładne mapy ze szlakami turystycznymi! Nawet fuente są zaznaczone - nie trzeba będzie targać wody na cały dzień. Zaszedłem do supermarketu po jedzenie i przeraziłem się ciężarem zakupów tuż po opuszczeniu kasy. Nie miałem siły tego targać, siadłem na ławce i zacząłem wcinać oliwki z puszki, sok pomidorowy i oczywiście długie chrupkie bagietki. Tak to jest jak się widzi tani supermarket od paru dni bez dostępu do jakichkolwiek sklepów a do tej pory wcinało się sam instant i słodycze ...
Alcoy pod samymi górami Sierra de Mariola.Idzie wieczór, Alcoy mam już za plecami, a przed sobą znowu góry.

<strong>Day 5.</strong> Sierra de Mariola. Przede mną szlak na najwyższy szczyt tego rezerwatu - Montcabrer (1390m). Dopiero tutaj, koło Alcoy zacząłem spotykać spacerujących, choć i tak tylko w odległości paru kilometrów od samego miasta. Dalej znowu pustki, cisza i spokój. Kolorowe oznaczenia na kamieniach towarzyszyły już prawie cały czas i wyznaczały wydeptaną drogę do kolejnych punktów kontrolnych. Czasami było to dość irytujące, gdy zdawałem sobie sprawę, że szukam wzrokiem kolejnego oznaczenia szlaku a nie widoków na horyzoncie. Wiedząc gdzie będzie kolejne źródło z mapy nie nosiłem już więcej niż pół litra wody. Wieczory planowałem tylko tak, aby być niedaleko niego i móc wziąć wodę na obiado-kolację i śniadanie. Szkoda, że w Polsce nie mamy takich la Fuente w lato.
Fot.11 Day 5. Sierra de Mariola. Przede mną szlak na najwyższy szczyt tego rezerwatu - Montcabrer (1390m). Dopiero tutaj, koło Alcoy zacząłem spotykać spacerujących, choć i tak tylko w odległości paru kilometrów od samego miasta. Dalej znowu pustki, cisza i spokój. Kolorowe oznaczenia na kamieniach towarzyszyły już prawie cały czas i wyznaczały wydeptaną drogę do kolejnych punktów kontrolnych. Czasami było to dość irytujące, gdy zdawałem sobie sprawę, że szukam wzrokiem kolejnego oznaczenia szlaku a nie widoków na horyzoncie. Wiedząc gdzie będzie kolejne źródło z mapy nie nosiłem już więcej niż pół litra wody. Wieczory planowałem tylko tak, aby być niedaleko niego i móc wziąć wodę na obiado-kolację i śniadanie. Szkoda, że w Polsce nie mamy takich la Fuente w lato.
Kilka godzin po wschodzie, a gdzieniegdzie dalej mgły, idę na szczyt...Przed nami szczyt Montcabrer (1390m)Czerwony szlak, oznaczenie na kamieniu po lewej.

Montcabrer - 1390m. Tak jak wcześniej widziałem ze szczytów Morze Śródziemne, tak tutaj już same góry, za daleko od wybrzeża Costa Blanca. Za szczytem znalazłem też mały `domek` z zeszytem pamiątkowym, w którym każdy mógł zostawić swój ślad. Okazało się, że czerwony szlak, którym podążałem jest fragmentem szklaku <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/GR_7_(Spain)">GR-7</a> przez całą Hiszpanię i jednocześnie ogólnoeuropejskiego <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/European_walking_route_E4">E4</a>. Te z kolei stanowią fragmenty szlaków Św. Jakuba, które miały prowadzić pielgrzymów do jego grobu w Santiago de Compostela. Co ciekawsze, w Polsce również są <a href="http://www.camino.net.pl/">planowane odcinki</a>, które mają łączyć się z tymi europejskimi. Zostawiłem w tym domku zdjęcie z polską zimą, może sprawi że komuś będzie chłodniej w ten upał... Idzie czas sjesty, a ja idę szukać cienia. Znalazłem go kilka kilometrów dalej przy gospodarstwie z końmi i innymi zwierzętami - prawie jak Polska.
Fot.12 Montcabrer - 1390m. Tak jak wcześniej widziałem ze szczytów Morze Śródziemne, tak tutaj już same góry, za daleko od wybrzeża Costa Blanca. Za szczytem znalazłem też mały `domek` z zeszytem pamiątkowym, w którym każdy mógł zostawić swój ślad. Okazało się, że czerwony szlak, którym podążałem jest fragmentem szklaku GR-7 przez całą Hiszpanię i jednocześnie ogólnoeuropejskiego E4. Te z kolei stanowią fragmenty szlaków Św. Jakuba, które miały prowadzić pielgrzymów do jego grobu w Santiago de Compostela. Co ciekawsze, w Polsce również są planowane odcinki, które mają łączyć się z tymi europejskimi. Zostawiłem w tym domku zdjęcie z polską zimą, może sprawi że komuś będzie chłodniej w ten upał... Idzie czas sjesty, a ja idę szukać cienia. Znalazłem go kilka kilometrów dalej przy gospodarstwie z końmi i innymi zwierzętami - prawie jak Polska.
Owy domek z księgą pamiątkową i teraz zdjęciem zimowej polski.Trekking w HiszpaniiTrekking w Hiszpanii

Idąc dalej tymi drogami zgodnie ze wskazaniami oznaczeń na kamieniach i drzewach dopadł mnie kryzys... nie miałem ochoty wspinać się już na szczyty, nawet łazić nie miałem ochoty - najchętniej to bym siadł i się gapił przed siebie. Nie była chyba to kwestia sił, tych nie brakowało, dieta ustalona dobrze, słodyczy na podniesienie ochoty też sporo i nawet zjedzona chałwa nie dodawała motywacji. Szedłem więc w ciszy gdzieś tam dalej do wieczora. Może samotność już doskwierała... Przy ostatnim źródle napełniłem butelki i niedaleko rozbiłem się z widokiem na okolicę. A właśnie, tutaj słońce wstawało kilka minut przed 7:00 - strasznie późno... zachodziło koło 21:20. Wstawałem tuż przed wschodem aby zwinąć sprzęt, zjeść śniadanie i zacząć iść w lekkim chłodzie niż męczyć się w upale później. Spać chodziło się tuż po zachodzie, gdy nastawał mrok i robiło się chłodno. A szybko robiło się chłodno, jednej nocy było koło zera stopni, musiałem założyć spodnie i drugą koszulkę do śpiwora na 3*C (nocleg na wysokości 800m).
Fot.13 Idąc dalej tymi drogami zgodnie ze wskazaniami oznaczeń na kamieniach i drzewach dopadł mnie kryzys... nie miałem ochoty wspinać się już na szczyty, nawet łazić nie miałem ochoty - najchętniej to bym siadł i się gapił przed siebie. Nie była chyba to kwestia sił, tych nie brakowało, dieta ustalona dobrze, słodyczy na podniesienie ochoty też sporo i nawet zjedzona chałwa nie dodawała motywacji. Szedłem więc w ciszy gdzieś tam dalej do wieczora. Może samotność już doskwierała... Przy ostatnim źródle napełniłem butelki i niedaleko rozbiłem się z widokiem na okolicę. A właśnie, tutaj słońce wstawało kilka minut przed 7:00 - strasznie późno... zachodziło koło 21:20. Wstawałem tuż przed wschodem aby zwinąć sprzęt, zjeść śniadanie i zacząć iść w lekkim chłodzie niż męczyć się w upale później. Spać chodziło się tuż po zachodzie, gdy nastawał mrok i robiło się chłodno. A szybko robiło się chłodno, jednej nocy było koło zera stopni, musiałem założyć spodnie i drugą koszulkę do śpiwora na 3*C (nocleg na wysokości 800m).

<strong>Dzień 6.</strong> Ostatni cały dzień włóczenia się, jutro już trzeba będzie się zwijać do Alicante. Postanowiłem ruszyć znowu poza mapę, gdzieś tam będzie wioska, może wczorajszy kryzys wynikał z braku małych wiosek, może same góry i krzaczory nie wystarczały. Przed południem dotarłem do pueblo Alfafara. Akurat był w niej mały sklep więc standardowo bagietki i pomidory. Posiedziałem na rynku, zjadłem co kupiłem aby tego nie targać i ruszyłem w stronę miejscowości Agres. Czas sjesty wypadł akurat gdy przechodziłem przez gaje oliwne, niedaleko też było dzikie źródło. Idealne miejsce na postój. Umyłem się przy okazji (uprzednio nagrzewając zimną wodę z źródła na słońcu) i do 16-stej leżałem pod drzewkiem oliwnym i pisałem, żeby zbyt szybko nie zapomnieć co tu widziałem i słyszałem. A propo uprawy w górach i tych charakterystycznych schodków, których jest tu mnóóóóstwo, pewien Hiszpan zdradził, że gdy był mały to myślał, że góry z natury mają strukturę schodkową.
Fot.14 Dzień 6. Ostatni cały dzień włóczenia się, jutro już trzeba będzie się zwijać do Alicante. Postanowiłem ruszyć znowu poza mapę, gdzieś tam będzie wioska, może wczorajszy kryzys wynikał z braku małych wiosek, może same góry i krzaczory nie wystarczały. Przed południem dotarłem do pueblo Alfafara. Akurat był w niej mały sklep więc standardowo bagietki i pomidory. Posiedziałem na rynku, zjadłem co kupiłem aby tego nie targać i ruszyłem w stronę miejscowości Agres. Czas sjesty wypadł akurat gdy przechodziłem przez gaje oliwne, niedaleko też było dzikie źródło. Idealne miejsce na postój. Umyłem się przy okazji (uprzednio nagrzewając zimną wodę z źródła na słońcu) i do 16-stej leżałem pod drzewkiem oliwnym i pisałem, żeby zbyt szybko nie zapomnieć co tu widziałem i słyszałem. A propo uprawy w górach i tych charakterystycznych schodków, których jest tu mnóóóóstwo, pewien Hiszpan zdradził, że gdy był mały to myślał, że góry z natury mają strukturę schodkową.
Tu nawet maki są!Agres na horyzoncie.Agres pod nogami.

Do Agres jednak nie dotarłem, znowu zachciało się iść pod górę. I tak trafiłem na jakiś szczyt ze studnią na śnieg. Nie wiem jeszcze po co, co to to... ale wyglądało dość tajemniczo. To taka duuuża i głęboka studnia z kamienia. Jako że byłem `poza mapą` znałem jedynie kierunek świata w którym powinienem był się skierować. A że tam żadna droga nie prowadziła to znów trochę pobłądziłem nim nie dotarłem na żółty szlak, który już był na tej mapie i prowadził ku Alcoy z powrotem. Tym razem szukanie noclegu zajęło najwięcej czasu, z pół godziny łaziłem i szukałem, gdzie najmniej jest krzaków i można położyć namiot z dość delikatną podłogą (czego się nie robi dla odchudzenia sprzętu).
Fot.15 Do Agres jednak nie dotarłem, znowu zachciało się iść pod górę. I tak trafiłem na jakiś szczyt ze studnią na śnieg. Nie wiem jeszcze po co, co to to... ale wyglądało dość tajemniczo. To taka duuuża i głęboka studnia z kamienia. Jako że byłem `poza mapą` znałem jedynie kierunek świata w którym powinienem był się skierować. A że tam żadna droga nie prowadziła to znów trochę pobłądziłem nim nie dotarłem na żółty szlak, który już był na tej mapie i prowadził ku Alcoy z powrotem. Tym razem szukanie noclegu zajęło najwięcej czasu, z pół godziny łaziłem i szukałem, gdzie najmniej jest krzaków i można położyć namiot z dość delikatną podłogą (czego się nie robi dla odchudzenia sprzętu).
Trekking w HiszpaniiTrekking w HiszpaniiPowoli zaczynam szukać miejsca na obóz.

<strong>Dzień 7.</strong> Do Alcoy dotarłem koło południa przez okazały wąwóz ze skał. Poznałem tam starszego Hiszpana na emeryturze, opowiedział o zwyczajach ludzi - o tym, że dopiero teraz może łazić po górach do woli... choć żałuje tylko że ma te 60pare lat a nie 40parę. Po zrobieniu małych zakupów ruszyłem na autobus do Alicante. Miałem jechać tańszym za 4,9&euro; przez góry i Xixone (~50km), ale był dopiero wieczorem, więc zadowoliłem się pośpiesznym za 6&euro; oglądając przez okno autostradę i góry z oddali. W Alicante połaziłem trochę po plaży (woda ciepła!) ale na kąpiel w tym tłumie ludzi nie miałem ochoty. Wieczorem zwinąłem się na lotnisko. Jutro o świcie wylot.
Fot.16 Dzień 7. Do Alcoy dotarłem koło południa przez okazały wąwóz ze skał. Poznałem tam starszego Hiszpana na emeryturze, opowiedział o zwyczajach ludzi - o tym, że dopiero teraz może łazić po górach do woli... choć żałuje tylko że ma te 60pare lat a nie 40parę. Po zrobieniu małych zakupów ruszyłem na autobus do Alicante. Miałem jechać tańszym za 4,9€ przez góry i Xixone (~50km), ale był dopiero wieczorem, więc zadowoliłem się pośpiesznym za 6€ oglądając przez okno autostradę i góry z oddali. W Alicante połaziłem trochę po plaży (woda ciepła!) ale na kąpiel w tym tłumie ludzi nie miałem ochoty. Wieczorem zwinąłem się na lotnisko. Jutro o świcie wylot.
Trekking w HiszpaniiNa tych skałach były wyznaczone `szlaki` dla wspinających się.Takim autobusem wróciłem z Alcoy do Alicante. Autobus jak autobus, lepsze co się działo podczas jazdy. Przed samym odjazdem weszła dość pokaźnej postury kobieta z iście donośnym głosem i dosiadła się do kogoś. Śmiała się, prawie krzykiem rozbawionym mówiła coś do swego towarzysza. Potem przyłączyli się ich sąsiedzi i nie dało się już nie zwracać na nich uwagi. To był świetny bonus na koniec wyprawy.

<strong>Dzień 8.</strong> Wylot do Polski. Ale przed tym miałem niemały problem - nie pozbyłem się dotąd butli z gazem, która nie była zresztą jeszcze pusta. Hm.. zostawić w koszu trochę niebezpiecznie, tymbardziej na lotnisku. Policja na Aeroporto nie rozmawiała po angielsku, więc jak im tu wytłumaczyć, że chcę bezpiecznie pozbyć się tego `niebezpiecznego` przedmiotu. Z pomocą życzliwej Pani z informacji, która zgodziła się być tłumaczką udało się przekazać policji butlę z gazem. Nie chciałem wyrzucać wcześniej gazu, aby być przygotowanym na ew. zachcianki wulkanów. Ale że wszystko lata już normalnie to spokojnie siadam w poczekalni i czuwam do rana. Lot spokojny tuż po wschodzie słońca. Czas wracać do studiów, sesji i pisania pracy magisterskiej.
Fot.17 Dzień 8. Wylot do Polski. Ale przed tym miałem niemały problem - nie pozbyłem się dotąd butli z gazem, która nie była zresztą jeszcze pusta. Hm.. zostawić w koszu trochę niebezpiecznie, tymbardziej na lotnisku. Policja na Aeroporto nie rozmawiała po angielsku, więc jak im tu wytłumaczyć, że chcę bezpiecznie pozbyć się tego `niebezpiecznego` przedmiotu. Z pomocą życzliwej Pani z informacji, która zgodziła się być tłumaczką udało się przekazać policji butlę z gazem. Nie chciałem wyrzucać wcześniej gazu, aby być przygotowanym na ew. zachcianki wulkanów. Ale że wszystko lata już normalnie to spokojnie siadam w poczekalni i czuwam do rana. Lot spokojny tuż po wschodzie słońca. Czas wracać do studiów, sesji i pisania pracy magisterskiej.

The End



Dodaj komentarz:


Imię, email:


Treść:

5 1

Twoje skojarzenia


Jeśli myślisz, że słowa kluczowe albo opis są nieprawidłowe lub zbyt ogólne - dodaj swoje propozycje.


Opis/Słowa kluczowe:

Imię, email:

5 1