Faces Of Nature - Wypad w Beskid Żywiecki

Trekking w Beskidzie Żywieckim


To nie był zwykły trekking. Ale nie ma co się dziwić - ekipa, która w nim uczestniczyła była niezwykła więc wszystkiego można było się spodziewać. Oczywiście wypad planowany był na dobre przed wakacjami, a i tak dzień przed nie wiadomo było czy w ogóle się uda... i kto pojedzie. Nie tak łatwo pogodzić ustalony urlop jednych, niezdecydowanie drugich i zdrowie trzecich.

W końcu udało się. Jest Niedziela, 1 Sierpnia 2010, godzina 17, przystanek PKS Biskupiec a my w składzie:
Justa, Szczepan, Kaśka, Ryba i Ciupa.
Niestety zabrakło jednej ważnej osoby z przyczyn niezależnych. Towarzyszyła nam za to myślami, trzymała kciuki, byśmy wszyscy wrócili i nic sobie tam nie zrobili.




<strong>Dzień 0.</strong> Z Biskupca ruszyliśmy PKSem do Olsztyna, tam pociągiem do Działdowa, gdzie mieliśmy przesiadkę na kolejny do Bielska-Białego. Ale zanim przyjechał, skorzystaliśmy z okazji aby poznać okolicę stacji PKP Działdowo oraz zaopatrzyć się w `napoje` na resztę drogi. Mieliśmy środek lata - trzeba przecież coś pić! Może się nawet uda zasnąć, podróż szybciej minie i znajdziemy się w górach.
Fot.1 Dzień 0. Z Biskupca ruszyliśmy PKSem do Olsztyna, tam pociągiem do Działdowa, gdzie mieliśmy przesiadkę na kolejny do Bielska-Białego. Ale zanim przyjechał, skorzystaliśmy z okazji aby poznać okolicę stacji PKP Działdowo oraz zaopatrzyć się w `napoje` na resztę drogi. Mieliśmy środek lata - trzeba przecież coś pić! Może się nawet uda zasnąć, podróż szybciej minie i znajdziemy się w górach.
W pociągu Olsztyn-Działdowo, cały przedział nasz. Za to w kolejnym Działdowo-Bielsko Biała nie dość, że ledwo wepchaliśmy się do samego pociągu to nie było miejsca by siąść na ziemi, prócz dziewczyn, które ryzykowały przygniecenie w przejściu między wagonami. Ja przez jakiś czas okupowałem nawet kibel...

<strong>Dzień 1.</strong> Bielsko-Biała, godzina 7 rano. Zmęczeni, zmęczeni, zmęczeni... czekamy na pociąg do Zwardonia.
	A czym tak zmęczeni? A to wróćmy do Działdowa. Gdy pociąg do Bielska wjechał na peron okazało się, że jest caaały wypchany! Gdy otwieraliśmy drzwi, tam sardynki przecząco kiwające głowami "Nie nie, tu nie ma szans", w końcu jednak wepchalismy się gdzieś. Dziewczyny wcisnęły się do przejścia między wagonami a reszta gdzie się dało postawić nogę. I tak staliśmy... staliśmy, duszno się robiło i tylko patrzyliśmy po sobie z miną na twarzy "ma-sa-kra". W Warszawie trochę osób opuściło pociąg i mogliśmy w końcu usiąść na podłodze... wybawienie. Siedziałem na ziemi śpiący z zamkniętymi oczami i jadłem pomiętoloną kanapkę. Co jakiś czas przechodził konduktor i kazał nam wstawać z ziemi bo ludzie nie mogą wyjść z wagonu... ignorowaliśmy. W Częstochowie okazało się, że większość składu jedzie do Zakopanego, a do Bielska jadą dwa ostatnie wagony. Musieliśmy wyjść i wepchać się do naszego składu, w którym znów nie było miejsca aby siąść na podłodze... Znów stoimy i opieramy o co się da w ścisku... Jedna dziewczyna nie zdążyła wyjść na swojej stacji bo cała drużyna skautów zabarykadowała je swoimi plecakami. Ale chociaż było mniej duszno i czasem nawet ciekawe rzeczy gadali ci skauci, no i jakoś to zleciało do Bielska.
Fot.1_b Dzień 1. Bielsko-Biała, godzina 7 rano. Zmęczeni, zmęczeni, zmęczeni... czekamy na pociąg do Zwardonia. A czym tak zmęczeni? A to wróćmy do Działdowa. Gdy pociąg do Bielska wjechał na peron okazało się, że jest caaały wypchany! Gdy otwieraliśmy drzwi, tam sardynki przecząco kiwające głowami "Nie nie, tu nie ma szans", w końcu jednak wepchalismy się gdzieś. Dziewczyny wcisnęły się do przejścia między wagonami a reszta gdzie się dało postawić nogę. I tak staliśmy... staliśmy, duszno się robiło i tylko patrzyliśmy po sobie z miną na twarzy "ma-sa-kra". W Warszawie trochę osób opuściło pociąg i mogliśmy w końcu usiąść na podłodze... wybawienie. Siedziałem na ziemi śpiący z zamkniętymi oczami i jadłem pomiętoloną kanapkę. Co jakiś czas przechodził konduktor i kazał nam wstawać z ziemi bo ludzie nie mogą wyjść z wagonu... ignorowaliśmy. W Częstochowie okazało się, że większość składu jedzie do Zakopanego, a do Bielska jadą dwa ostatnie wagony. Musieliśmy wyjść i wepchać się do naszego składu, w którym znów nie było miejsca aby siąść na podłodze... Znów stoimy i opieramy o co się da w ścisku... Jedna dziewczyna nie zdążyła wyjść na swojej stacji bo cała drużyna skautów zabarykadowała je swoimi plecakami. Ale chociaż było mniej duszno i czasem nawet ciekawe rzeczy gadali ci skauci, no i jakoś to zleciało do Bielska.

Zwardoń - spokojna mieścina przygraniczna. W pociągu do tej miejscowości chyba byliśmy jedynymi "turystami", resztę stanowili starzy mieszkańco-podobni ludzie - innymi słowy tubylcy. Ze Szczepanem wymieniamy kasę na Euro, może się przydać jeśli zechcemy zejść do jakiejś słowackiej wioski. W kiosku kupujemy mapę, wodę i ruszamy czerwonym szlakiem. Niedługo okazuje się, że idziemy w przeciwną stronę więc wracamy się prawie do punktu wyjścia. Tam jeszcze trochę zamieszania i już trafiamy na szlak. Ze Zwardonia wychodzimy ostrym podejściem w stronę granicy ze Słowacją. Zaczyna nam się podobać - już w pociągu widać było górki, a teraz mamy je przed sobą.
Fot.2 Zwardoń - spokojna mieścina przygraniczna. W pociągu do tej miejscowości chyba byliśmy jedynymi "turystami", resztę stanowili starzy mieszkańco-podobni ludzie - innymi słowy tubylcy. Ze Szczepanem wymieniamy kasę na Euro, może się przydać jeśli zechcemy zejść do jakiejś słowackiej wioski. W kiosku kupujemy mapę, wodę i ruszamy czerwonym szlakiem. Niedługo okazuje się, że idziemy w przeciwną stronę więc wracamy się prawie do punktu wyjścia. Tam jeszcze trochę zamieszania i już trafiamy na szlak. Ze Zwardonia wychodzimy ostrym podejściem w stronę granicy ze Słowacją. Zaczyna nam się podobać - już w pociągu widać było górki, a teraz mamy je przed sobą.
Zwardoń - niebieski szlak.Zwardoń, przejście graniczne ze Słowacją - wszędzie pustki.Pociąg Bielsko-Biała do Zwardonia, zaczynają się już piękne widoki.

Beskid Żywiecki. Wyszliśmy ze Zwardonia i idziemy czerwonym szlakiem PTTK, jest pięknie, tylko my zmęczeni nieprzespaną nocą w ciasnym, dusznym pociągu. Aż mi słabo na myśl o ewentualnej podróży powrotnej w takich samych warunkach. Postanawiamy następnym razem ruszyć na wypad tanimi liniami albo po prostu zostać na naszej spokojnej Warmii.
Fot.3 Beskid Żywiecki. Wyszliśmy ze Zwardonia i idziemy czerwonym szlakiem PTTK, jest pięknie, tylko my zmęczeni nieprzespaną nocą w ciasnym, dusznym pociągu. Aż mi słabo na myśl o ewentualnej podróży powrotnej w takich samych warunkach. Postanawiamy następnym razem ruszyć na wypad tanimi liniami albo po prostu zostać na naszej spokojnej Warmii.
Beskid ŻywieckiBeskid Żywiecki, pierwsze podejścia.Nie wszyscy wzieli ze sobą kijki, ale już po dwóch-trzech kilometrach każdy znalazł coś dla siebie i tak zostało do samego końca. Nasze dodatkowe super nogi!

Godzina 17, śpimy w lesie - nikt nie miał ochoty już iść. Zero snu, plecaki ciężkie od żarcia na parę dni więc znaleźliśmy jakąś pierwszą lepszą drogę w bok, wyjęliśmy karimaty, ja swoją ultralight w stu kawałkach pociętą i zasnęliśmy. Ale ale, jest sierpień a my w lesie śpimy jakby nigdy nic w krótkich rękawkach, tak - tu nie ma komarów! Po drzemce przyszła ochota iść dalej, musimy też znaleźć miejsce na nocleg. Szliśmy cały czas czerwonym szlakiem wzdłuż granicy. Nocleg znaleźliśmy po stronie Słowackiej.
Fot.4 Godzina 17, śpimy w lesie - nikt nie miał ochoty już iść. Zero snu, plecaki ciężkie od żarcia na parę dni więc znaleźliśmy jakąś pierwszą lepszą drogę w bok, wyjęliśmy karimaty, ja swoją ultralight w stu kawałkach pociętą i zasnęliśmy. Ale ale, jest sierpień a my w lesie śpimy jakby nigdy nic w krótkich rękawkach, tak - tu nie ma komarów! Po drzemce przyszła ochota iść dalej, musimy też znaleźć miejsce na nocleg. Szliśmy cały czas czerwonym szlakiem wzdłuż granicy. Nocleg znaleźliśmy po stronie Słowackiej.
W trakcie postoju w cieniu, upał, gorąco - wietrzymy stopy i zatruwamy tym powietrze.Beskid Żywiecki

<strong>Dzień 2.</strong> Pobudka o 7-dmej, zbieramy się nieśpiesznie, wracamy na czerwony szlak i idziemy nim dalej wzdłuż Granicy. Niedaleko spotykamy samotnego małego psa. Ryba dał mu coś do jedzenia i tak zyskaliśmy kolejnego, szóstego członka wyprawy. Ochrzciliśmy go imieniem "muł" - zbyt długo tłumaczyć czemu akurat tak. Szedł za nami krok w krok, obmyślaliśmy teorie na temat jego górskiego doświadczenia, pochodzenia itd. Krajobrazy cieszyły oczy, napotykaliśmy też tablice informujące, że wycina się obecnie dużo drzew iglastych, które za bardzo się rozrosły na tych terenach i psują jakiś ważny ekosystem.
Fot.5 Dzień 2. Pobudka o 7-dmej, zbieramy się nieśpiesznie, wracamy na czerwony szlak i idziemy nim dalej wzdłuż Granicy. Niedaleko spotykamy samotnego małego psa. Ryba dał mu coś do jedzenia i tak zyskaliśmy kolejnego, szóstego członka wyprawy. Ochrzciliśmy go imieniem "muł" - zbyt długo tłumaczyć czemu akurat tak. Szedł za nami krok w krok, obmyślaliśmy teorie na temat jego górskiego doświadczenia, pochodzenia itd. Krajobrazy cieszyły oczy, napotykaliśmy też tablice informujące, że wycina się obecnie dużo drzew iglastych, które za bardzo się rozrosły na tych terenach i psują jakiś ważny ekosystem.
Łyse tereny, po wycince świerków.Nasz pies towarzysz, to tutaj niestety nie mógł iść z nami dalej.Beskid Żywiecki

Pojawił się problem, brakuje nam powoli wody, zerkamy na mapę i widzimy po stronie polskiej wioskę Rycerka Górna. Tyle, że tam nie prowadzi żadna droga z naszego położenia. No to na przełaj! Niestety, przed nami same krzaki, gąszcze i trawy. Dla naszego małego towarzysza muła to problem. Tu się kończy nasza wspólna droga - patrzy jak odchodzimy zboczem w dół, pewnie znajdzie innych podróżników. Da radę - to przecież górski pies.
Fot.6 Pojawił się problem, brakuje nam powoli wody, zerkamy na mapę i widzimy po stronie polskiej wioskę Rycerka Górna. Tyle, że tam nie prowadzi żadna droga z naszego położenia. No to na przełaj! Niestety, przed nami same krzaki, gąszcze i trawy. Dla naszego małego towarzysza muła to problem. Tu się kończy nasza wspólna droga - patrzy jak odchodzimy zboczem w dół, pewnie znajdzie innych podróżników. Da radę - to przecież górski pies.
Odkrywamy prehistoryczne malowidła.Słupek graniczny, idziemy cały czas wzdłuż granicy a właściwie raz po stronie polskiej, raz po słowackiej i na zmianę.

Po przedzieraniu się przez gąszcze znaleźliśmy drogę leśną, która najprawdopodobniej prowadzi do Rycerki Górnej. Po drodze pełno strumieni, im niżej schodzimy tym większe i częściej przy drodze. Tyle, że woda w nich trochę brązowa - ciekawe czy to da się pić. Pogoda się nagle psuje, idą ciemne chmury i grzmi. Jakoś się tym nie bardzo przejmujemy i dalej idziemy. Gdy dochodzimy do Rycerki Górnej zaczyna lać. Ale to tak nagle, że nikt nie miał pojęcia za co się zabrać, czy szukać dachu czy się ubrać. To nie był deszcz, to był prysznic, który po paru minutach zamienia nas w mokre ludziki! Cali! I do tego burza, która się niesie w tych górach niezwykle.
Fot.7 Po przedzieraniu się przez gąszcze znaleźliśmy drogę leśną, która najprawdopodobniej prowadzi do Rycerki Górnej. Po drodze pełno strumieni, im niżej schodzimy tym większe i częściej przy drodze. Tyle, że woda w nich trochę brązowa - ciekawe czy to da się pić. Pogoda się nagle psuje, idą ciemne chmury i grzmi. Jakoś się tym nie bardzo przejmujemy i dalej idziemy. Gdy dochodzimy do Rycerki Górnej zaczyna lać. Ale to tak nagle, że nikt nie miał pojęcia za co się zabrać, czy szukać dachu czy się ubrać. To nie był deszcz, to był prysznic, który po paru minutach zamienia nas w mokre ludziki! Cali! I do tego burza, która się niesie w tych górach niezwykle.

Deszcz dalej pada, choć nieco mniej - idziemy szukać sklepu. Znaleźliśmy i sklep i przystanek. Deszcz dalej pada a my sobie pijemy pod daszkiem. Mamy też nowego małego towarzysza, tym razem czarny i nieco żywszy od poprzedniego. Czasem przychodzi pod nasz daszek jakiś tubylec czekający na autobus, opowiada pare rzeczy i jedzie. Jedną z nich była starą mieszkankę Rycerki, która opowiada o tutejszym życiu, drwalach i zostawia nam parasolkę. A my wszystko mokre, buty najgorzej. Ale mamy grzańca! Mamy dobry nastrój!
Fot.8 Deszcz dalej pada, choć nieco mniej - idziemy szukać sklepu. Znaleźliśmy i sklep i przystanek. Deszcz dalej pada a my sobie pijemy pod daszkiem. Mamy też nowego małego towarzysza, tym razem czarny i nieco żywszy od poprzedniego. Czasem przychodzi pod nasz daszek jakiś tubylec czekający na autobus, opowiada pare rzeczy i jedzie. Jedną z nich była starą mieszkankę Rycerki, która opowiada o tutejszym życiu, drwalach i zostawia nam parasolkę. A my wszystko mokre, buty najgorzej. Ale mamy grzańca! Mamy dobry nastrój!
Widok z przystanka.Mniaam.

Robi się późno, dalej pada albo mży a my dalej na przystanku - myślimy co dalej. I tu dziewczyny postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć nocleg za 10zł/osobę u starszej kobiety. Nie było to takie proste jak nam się mogło wydawać, sporo czasu ich nie było. Gdy wróciły udaliśmy się razem na koniec wsi do starszej Pani, która przywitała nas, pokazała pokój po czym zaczęła opowiadać o swoim życiu, małżeństwie, synu itd. Gdy przestała, zamknęła nas na noc w tym pokoju i nastała cisza. Nie zasnęliśmy tak szybko jakby chciała pewnie - oby nas tylko nie wygoniła w nocy. Zjedliśmy kolację, porozwieszaliśmy wszystko mokre gdzie się dało i poszliśmy spać.
Fot.9 Robi się późno, dalej pada albo mży a my dalej na przystanku - myślimy co dalej. I tu dziewczyny postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć nocleg za 10zł/osobę u starszej kobiety. Nie było to takie proste jak nam się mogło wydawać, sporo czasu ich nie było. Gdy wróciły udaliśmy się razem na koniec wsi do starszej Pani, która przywitała nas, pokazała pokój po czym zaczęła opowiadać o swoim życiu, małżeństwie, synu itd. Gdy przestała, zamknęła nas na noc w tym pokoju i nastała cisza. Nie zasnęliśmy tak szybko jakby chciała pewnie - oby nas tylko nie wygoniła w nocy. Zjedliśmy kolację, porozwieszaliśmy wszystko mokre gdzie się dało i poszliśmy spać.
Idziemy do Pani, która zgodziła się nocować naszą 5-tkę.Niestety, mleka na kakao nie będzie.U Pani z Rycerki Górnej.

<strong>Dzień 3.</strong> Wstajemy a tam dalej pada, choć mniej i idą mgły. Pani otwiera nam drzwi, żegnamy się i ruszamy dalej - dziś na Wielką Raczę, ale wpierw wracamy na nasz przystanek zjeść śniadanie i uzupełnić zapasy jedzenia i picia. Nasz mały towarzysz spał pod domem Pani i na nas czekał - rusza z nami pod górę. Po śniadaniu idziemy żółtym szlakiem w las.
Fot.10 Dzień 3. Wstajemy a tam dalej pada, choć mniej i idą mgły. Pani otwiera nam drzwi, żegnamy się i ruszamy dalej - dziś na Wielką Raczę, ale wpierw wracamy na nasz przystanek zjeść śniadanie i uzupełnić zapasy jedzenia i picia. Nasz mały towarzysz spał pod domem Pani i na nas czekał - rusza z nami pod górę. Po śniadaniu idziemy żółtym szlakiem w las.
Nasz przystanek.Mieszkanki Rycerki Górnej.Przerwa pod wiatą

Ale to co zastaliśmy w lesie... niesamowite mgły! Czasem nie widać było osoby idącej parę metrów dalej! I te drzewa... i ciągle pod górę. Kijki się przydały, łatwo było się wywalić na tym błocie, wszystkim udało się wyjść cało, prócz mnie - ale czego się nie robi dla niezwykłych kadrów! Otrzymałem szybko pomoc i na palcu nosiłem plasterek z Garfildem.
Fot.11 Ale to co zastaliśmy w lesie... niesamowite mgły! Czasem nie widać było osoby idącej parę metrów dalej! I te drzewa... i ciągle pod górę. Kijki się przydały, łatwo było się wywalić na tym błocie, wszystkim udało się wyjść cało, prócz mnie - ale czego się nie robi dla niezwykłych kadrów! Otrzymałem szybko pomoc i na palcu nosiłem plasterek z Garfildem.
Ekipa z psem.

Mgły, mgły i mgły... Mimo, że mżyło i szło się po błocie to tempo było niezłe - w większości nadawała je Justa, tylko mały czarny towarzysz potrafił dotrzymać jej kroku.
Fot.12 Mgły, mgły i mgły... Mimo, że mżyło i szło się po błocie to tempo było niezłe - w większości nadawała je Justa, tylko mały czarny towarzysz potrafił dotrzymać jej kroku.
Najgorsze te śliskie i mokre korzenie.

Wielka Racza (1236 m n.p.m), schronisko PTTK. Tu już wiało nieźle. Postój na coś słodkiego i dalej... W ogóle mało ludzi spotykaliśmy na drodze. Pustki, może pogoda zniechęciła? Nam to akurat odpowiada, większy spokój.
Fot.13 Wielka Racza (1236 m n.p.m), schronisko PTTK. Tu już wiało nieźle. Postój na coś słodkiego i dalej... W ogóle mało ludzi spotykaliśmy na drodze. Pustki, może pogoda zniechęciła? Nam to akurat odpowiada, większy spokój.
Konsultacja z mapą, nie mieliśmy planu dokładnego - improwizowaliśmy.Idziemy między wrzosowiska.A potem w las znowu.

Tu nawet znaki drogowe mają, dla narciarzy?
Fot.14 Tu nawet znaki drogowe mają, dla narciarzy?

Beskid Żywiecki, wszędzie dookoła wrzosy, krzaczory i mnóstwo jagód. Pierwszego dnia zatrzymywaliśmy się koło nich i jedliśmy, ale teraz już jakoś nikomu się nie chciało - było ich pełno. Hm.. może warto było pozbierać na kolację do mlecznego startu, który powoli już brzydł. Ale wracając, mgły tworzyły niesamowity klimat, albo po prostu mam zboczenie na ich punkcie (szczególnie widząc je na ekranie aparatu) - dopiero gdy wchodziliśmy na szczyty i otwarte tereny było nieco szkoda, że zakrywały odległy z nich widok.
Fot.15 Beskid Żywiecki, wszędzie dookoła wrzosy, krzaczory i mnóstwo jagód. Pierwszego dnia zatrzymywaliśmy się koło nich i jedliśmy, ale teraz już jakoś nikomu się nie chciało - było ich pełno. Hm.. może warto było pozbierać na kolację do mlecznego startu, który powoli już brzydł. Ale wracając, mgły tworzyły niesamowity klimat, albo po prostu mam zboczenie na ich punkcie (szczególnie widząc je na ekranie aparatu) - dopiero gdy wchodziliśmy na szczyty i otwarte tereny było nieco szkoda, że zakrywały odległy z nich widok.
Beskid ŻywieckiBeskid ŻywieckiBeskid Żywiecki

Schronisko PTTK na Przegibku. Tutaj postanawiamy rozbić obóz (15zł/namiot) - znów w namiotach, zdecydowanie fajniej niż w budynku. W schronisku umyliśmy się i mieliśmy nawet ognisko organizować, ale każdy szybko odpadł i zasnęliśmy zmęczeni dzisiejszym truchto-marszem.
Fot.16 Schronisko PTTK na Przegibku. Tutaj postanawiamy rozbić obóz (15zł/namiot) - znów w namiotach, zdecydowanie fajniej niż w budynku. W schronisku umyliśmy się i mieliśmy nawet ognisko organizować, ale każdy szybko odpadł i zasnęliśmy zmęczeni dzisiejszym truchto-marszem.
Nasz obóz.Mgły, mgły, wszędzie mgły.Zachód słońca, przejaśnia się.

<strong>Dzień 4.</strong> W nocy się przejaśniło, widać było gwiazdy i księżyc, choć wilgoci mnóstwo - namioty mokre. A o poranku przywitało nas słońce. Buty już mieliśmy prawie suche... oprócz Szczepana, ten postanowił dzielnie udać się na wschód i wrócił mokry od porannej rosy. Ale za to mamy zdjęcia ze wschodu! Zjedliśmy śniadanie, umyliśmy się pod zlewami i ruszyliśmy w drogę zielonym szlakiem PTTK, który prowadził wzdłuż strasznie błotnistej drogi. A!, nasz szósty towarzysz pies został tu, albo o nas zapomniał, albo ktoś mu dał więcej jedzenia niż Ryba. Zostaliśmy znowu w piątkę.
Fot.17 Dzień 4. W nocy się przejaśniło, widać było gwiazdy i księżyc, choć wilgoci mnóstwo - namioty mokre. A o poranku przywitało nas słońce. Buty już mieliśmy prawie suche... oprócz Szczepana, ten postanowił dzielnie udać się na wschód i wrócił mokry od porannej rosy. Ale za to mamy zdjęcia ze wschodu! Zjedliśmy śniadanie, umyliśmy się pod zlewami i ruszyliśmy w drogę zielonym szlakiem PTTK, który prowadził wzdłuż strasznie błotnistej drogi. A!, nasz szósty towarzysz pies został tu, albo o nas zapomniał, albo ktoś mu dał więcej jedzenia niż Ryba. Zostaliśmy znowu w piątkę.
Nasz obóz o poranku. Bez pośpiechu pakujemy się, jemy śniadanie. Ja mam dość już mlecznych startów...

Mamy piękny dzień - niestety decydujemy, że to już ostatni tego wypadu. Ruszamy w stronę Rajczy drogą leśną, która zamienia się później w asfaltową i ciągle prowadzi w dół. Potem już chodnikiem do pierwszego sklepu.
Fot.18 Mamy piękny dzień - niestety decydujemy, że to już ostatni tego wypadu. Ruszamy w stronę Rajczy drogą leśną, która zamienia się później w asfaltową i ciągle prowadzi w dół. Potem już chodnikiem do pierwszego sklepu.
Asfaltem idzie się gorzej...

I przerwa na piwko, rozmowa z tubylcami wzbogaca nas o kolejne historie z tych stron. Podobno nawet niedźwiedź gdzieś tu się szwęda. Odkryliśmy też różnicę między wyglądem puszek od piwa Żubr! Po przerwie idziemy dalej... aż do stacji PKP Sól (?).
Fot.19 I przerwa na piwko, rozmowa z tubylcami wzbogaca nas o kolejne historie z tych stron. Podobno nawet niedźwiedź gdzieś tu się szwęda. Odkryliśmy też różnicę między wyglądem puszek od piwa Żubr! Po przerwie idziemy dalej... aż do stacji PKP Sól (?).
Nasze plecaki też odpoczywają.W pociągu do Bielska-Białego, to już prawie koniec wypadu...

Stacja PKP Bielsko-Biała, kulturalnie! Mamy też przyjemność poznać policjantów z Bielska i otrzymać od nich pamiątkę. Ale to nie psuje humoru! Wręcz przeciwnie. Tym razem mamy nadzieję siedzieć w pociągu do Działdowa, może nawet w przedziale. O godz. 22 podstawiają nasz pociąg po czym zajmujemy cały przedział.
Fot.20 Stacja PKP Bielsko-Biała, kulturalnie! Mamy też przyjemność poznać policjantów z Bielska i otrzymać od nich pamiątkę. Ale to nie psuje humoru! Wręcz przeciwnie. Tym razem mamy nadzieję siedzieć w pociągu do Działdowa, może nawet w przedziale. O godz. 22 podstawiają nasz pociąg po czym zajmujemy cały przedział.
Stacja PKP Bielsko-Biała.Stacja PKP Bielsko-Biała.Stacja PKP Bielsko-Biała.

<strong>Dzień 5.</strong> Do Działdowa dojechaliśmy siedząc w przedziale, choć nie sami. Przewinęły się różne osoby, pijana para, potem inni już trzeźwi. Powygłupialiśmy się i poszliśmy w między czasie spać. Droga powrotna zdecydowanie lepsza. W samym Działdowie znowu przesiadka i już wiedzieliśmy gdzie spędzimy czas do następnego pociągu. W Olsztynie PKSem do Biskupca i do domu. Mam mały niedosyt mimo i tak wielu wrażeń, może moglibyśmy być tam dłużej. Nie odwiedziliśmy żadnej słowackiej wioski, euro się nie przydało. Ale za rok kolejny wypad! A tymczasem euro możemy inaczej spożytkować!
Fot.21 Dzień 5. Do Działdowa dojechaliśmy siedząc w przedziale, choć nie sami. Przewinęły się różne osoby, pijana para, potem inni już trzeźwi. Powygłupialiśmy się i poszliśmy w między czasie spać. Droga powrotna zdecydowanie lepsza. W samym Działdowie znowu przesiadka i już wiedzieliśmy gdzie spędzimy czas do następnego pociągu. W Olsztynie PKSem do Biskupca i do domu. Mam mały niedosyt mimo i tak wielu wrażeń, może moglibyśmy być tam dłużej. Nie odwiedziliśmy żadnej słowackiej wioski, euro się nie przydało. Ale za rok kolejny wypad! A tymczasem euro możemy inaczej spożytkować!

Fotografie przygotowali: Justa, Szczepan i Ciupa.

The End



Dodaj komentarz:


Imię, email:


Treść:

5 1

Twoje skojarzenia


Jeśli myślisz, że słowa kluczowe albo opis są nieprawidłowe lub zbyt ogólne - dodaj swoje propozycje.


Opis/Słowa kluczowe:

Imię, email:

5 1