
Wyobraź sobie doktoranta dyżurującego ponurą zimową nocą, uwięzionego w małej chatce na smaganej wichrami prerii, gdzieś w Illinois. Już od ośmiu miesięcy zbierane są dane. Doktorant nadzoruje aparaturę. Co jakiś czas sprawdza rutynowo dane dotyczące masy nautrina. (Masy tej nie mierzymy bezpośrednio; określamy tylko wpływ, jaki mogłaby wywrzeć na pewne reakcje). Nasz doktorant przeprowadza obliczenia z udziałem wszystkich zebranych dotąd danych. Nagle się ożywia. Nie może uwierzyć w to, co uzyskuje mu się na ekranie komputera. Sprawdza poprawność działania komputera. Wszystko w najlepszym porządku. Oto jest - masa! Dosyć, żeby zamknąć Wszechświat. Ten dwudziestodwuletni młody człowiek przeżywa niewiarygodne, zapierające dech w piersiach chwile. Jest przekonany, że tylko on jeden na całej planecie, wśród 5,23 miliarda jej mieszkańców, zna przyszłość Wszechświata. To dopiero "Heureka!"
No cóż, miło sobie o tym pomarzyć. Wątek doktoranta był prawdziwy, tylko eksperyment nie wykrył masy. To konkretne doświadczenie po prostu nie było dostatecznie dobre, ale mogło być i... nie wykluczone, że kiedyś będzie. Kolego Czytelniku, przeczytaj, proszę, ten ustęp znajomemu zagubionemu nastolatkowi con brio! Powiedz mu czy jej, że po pierwsze, eksperymenty często się nie udają i, po drugie, nie zawsze się nie udają.
Stare powiedzonko pozwala następująco określić piramidę nauki: fizycy odpowiadają tylko przed matematykami, a matematycy tylko przed Bogiem (choć pewnie nie byłoby łatwo znaleźć aż tak pokornego matematyka).