Majówka 2007 - Pierwszy samotny wypad z noclegiem. Kilka dni przed wyjazdem zakupiłem
- namiot Campus Compact 2000plus 2os (3kg),
- śpiwór Cavery Explorer -11,-3,13 (1,8kg) oraz
- materacyk Kermit (0,8kg).
... i ruszyłem z samego rana. Bez sakw, upchałem to jakoś na rower przy pomocy pasków i sznurowadeł zamiast sznurków :) GP miał mi towarzyszyć przez początkowy fragment ale nie zauważyłem ustalonego zjazdu i dopiero po kilkunastu kilometrach zorientowałem się, że coś tu nie gra (na mapie widać różnicę trasy w jedną i drugą stronę). Do Białowieży zajechałem po południu, zakupiłem kiełbasę, chleb, poznałem pewnego starszego mieszkańca (którego spotykałem kilka razy w ciągu całego tam pobytu) i rozbiłem się na polu namiotowym niedaleko Białowieży. Ciepłe posiłki stanowiła właśnie kiełbasa i chleb z ogniska.
Kolejnego dnia pozwiedzałem Białowieżę, potem lasy w okolicach i tak się włóczyłem beztrosko i bez celu konkretnego. I to tu pierwszy raz dojechałem rowerem do granicy państwa, a ta.. w lesie, ze zwykłym szlabanem i znakiem zakazu przekraczania. Miałem ze sobą także odtwarzacz mp3 z radiem, które odbierało jakąś lokalną stację. A w niej niektóre audycje były prowadzone po polsku a niektóre po białorusku. Wieczorami słuchałem tam też pogody. W nocy przymrozki - na szczęście śpiwór okazał się świetny i spałem właściwie w samych gaciach. Na trzeci dzień postanowiłem wracać, zapowiadali deszcze, które i tak dopadły mnie gdzieś w połowie drogi do Białegostoku. I nie był to zwykły deszcz - burza z gradem, która zmoczyła mnie prawie całego i reszte na rowerze. Później rozpogodziło się i tak powoli dojechałem do akademika w Białymstoku, a tam pamiętam pustki - wszyscy gdzieś wyjechali... albo to mnie tyle nie było i o czymś nie wiem?
























