Opis przejazdu tej trasy rowerem szosowym dnia 10 Sierpnia 2009.
1. Biskupiec - Szczytno
Za parę minut 11:00, wyjazd z Biskupca spokojny, jeszcze ruch nie taki duży, na krzyżówkach spokój - ruszyłem. Postanowiłem oszczędzać siły od samego początku, i tak średnia już po kilku kilometrach falowała w okolicach 30-31 km/h. Podjazdy mijałem spokojnie - turystycznie, z górek nie szalałem. Wiatr dość porywisty - z południowego wschodu, najgorszy przy wyprzedzaniu przez tiry z przyczepami pełnymi słomy, potrafił zachwiać rower. Raz wylądowałem na poboczu zatrzymując się na piachu. Tak to jest jak wyremontowali drogę i wycieli wszystkie drzewa... Jakość asfaltu - świetna, dopiero przed Szczytnem zaczyna się nieprzyjemnie, pełno pęknięć i łat na drodze. Ruch też rośnie. Jeden tir chyba nie chciał czekać aż z naprzeciwka będzie pusto, więc zblizając się pozwolił sobie na kilka trąbnięć - myślał że zjadę...
2. Szczytno - Ruciane Nida
W Szczytnie remontów nie widać końca... w dalszym ciągu wyjazd na Drogę 58 na Ostrołękę w budowie. Przeszedłem pchając rower z 1.5 km po piachu, zdartym asfalcie i między studzienkami. Robotników rozbawił ten widok, jeden aż skomentował "Jak rower waży 1kg to nie trzeba jechać". Z uśmiechem i batonem w brzuchu ruszyłem w stronę Rucianego. Asfalt na początku jakiś biały, ale nie było źle - za to po kilkunastu kilometrach zamienił się w płynącą szosę... tylko jechać. Średnia dalej 30-31, wiatr dalej przeszkadzał. W Starych Kiejkutach fajny podjazd i nie wiem czy przypadkiem to nie tu było małe stawo-jezioro otoczone zasiekami z tabliczką teren wojskowy (?) a może to gdzieś indziej było.. w każdym razie las się zaczął i wiatr już nie mógł tak przeszkadzać, choćby chciał. A i cienia trochę - bo gorąco dawało się we znaki.. W Babiętach remonty, światła, nowe rondo. Ruszyłem dalej. W Starych Kiełbonkach kolejne remonty. Ruch wahadłowy - światła, przepuściłem samochód, żebym nie musiał pędzić. I jak się później okazało na skrzyżowaniu pojechałem nie tam gdzie planowałem - kierowałem się w stronę Myszyńca. Dopiero w Spychowie zapytałem starszego przechodnia "Co to za miejscowość?" patrzę na mapę... pudło. I znów się cofać do skrzyżowania, a po drodze 3 czy 4 remonty i tyle też świateł. Ale niech remontują - będzie gdzie jeździć. Do Rucianego już gładko, może nieco gorzej przed samymi Rucianymi - słaba droga. A w Rucianych - mnóstwo ludzi, lekki korek i pełno łat na drodze.
3. Ruciane Nida - Pisz
Kawałek za Rucianym mijam pierwszą 100tkę, niejest źle - średnia 30.6km/h. Bardzo dobra jakościowo droga, prosta, przy lesie - znałem ją tylko z okna pasażera samochodu, a teraz.. a teraz bez wody w bidonie, bo w Rucianym nie byłoby gdzie zostawić bezpiecznie roweru bez zapięcia. Z jednym batonem i kilkoma cukierkami czekoladowymi pędziłem do najbliższej wioski... Jak się później okazało dopiero przed Piszem. Okazało, bo nie chciałem sprawdzać na mapie.. chyba przewidując brak miejscowości w okolicy. Ale za to przed Piszem w Snopkach napełniłem i brzuch i bidony smakołykami. Nawet pogadać można było z tubylcem. Pytałem o drogę z Piszu "- A wie Pan czy tam ruch duży? - Zajebisty ruch - A szeroka droga? - Tak, bardzo szeroka" - no to.. chociaż droga szeroka, a może będzie miała pobocze... Przez Pisz nie przejechałem, ledwo na początku miasta pojawiło się skrzyżowanie i droga na północ - na Giżycko. No to skręcamy - nie mogę sobie pozwolić na dłuższe postoje i kolejne błądzenie.
4. Pisz - Orzysz
A jednak ruch nie był tu taki duży, droga dobra, miejscami bardzo szeroka i świeża - jeszcze bez namalowanych linii. Teren spokojny, płaski, ale jakieś inne te pola niż np. na kurpiach. Czułem się nieco jak na rozlewiskach Narwi koło Białegostoku. A i czuć było wodę, bagna, coś wilgotnego. Wiatr już uspokoił się, teraz, gdy prawie w plecy miał wiać. Przed Orzyszem po prawej stronie las i "Poligon Wojskowy - zakaz wstępu", droga nowo wyremontowana, poszerzona jakby, nawet ścieżka rowerowa, ale starałem się jej nie widzieć. I słusznie, zaraz się kończyła, to znów zaczynała... Przed Orzyszem mały postój na przystanku pks, coś zjeść, wypić i byle do Giżycka. Po ruszeniu zaczęło się odzywać lewe ścięgno, dziwne uczucie... pierwszy raz, doszło do tego jakieś osłabienie i jednym słowem - kryzys. Już nawet muzyki słuchać się nie chciało. Dopiero połowa trasy a tu takie sygnały. Pomyślałem o pociągu, ale nie... do Giżycka powinienem dojechać, może wtedy. (Teraz po dojechaniu, myślę, że za późno nastąpił ten dłuższy postój przed Piszem. Mają ogromną rację mówiąc ci, że jak się chce to już jest za późno).
5. Orzysz - Giżycko
Jakość drogi za Orzyszem słaba, ale szybko zamieniła się w dobrą i można było jechać. Średnia lekko ponad 30km/h. Wiatr nieco pomagał, o ile nie zmienił kierunku, powinien teraz wiać prawie w plecy. Zaczęły się fajne pagórki, delikatne ale dłuższe niż na warmii w okolicy Biskupca. Podjeżdżało się bez problemu a potem długo zjeżdżało i odpoczywało, szczególnie ścięgno. Słońce też już za lekkimi chmurami nie grzało tak mocno. Przed Giżyckiem postanowiłem zrobić postój nad jeziorem Niegocin. Tuż przed znakiem Giżycko była plaża. Umyłem się, głowa w wodę na ochłodę i na ławkę. Banan w brzuchu. Stan się nieco polepszył, jakby zdążył przetrawić dotychczasowe jedzenie i napoje. Po przerwie nad jeziorem ochota do dalszej jazdy wróciła. Miałem teraz do wyboru dwa kierunku: Kętrzyn i dalej przez Św. Lipkę, albo spotkać się ze znajomą w Mrągowie i razem dojechać do Biskupca. Niestety, kontuzja kolana zmieniła jej plany. No to na ... Kętrzyn. A.. w ogóle, nie daruje sobie tego, że skręciłem na obwodówkę Giżycka i ominąłem miasto szerokim łukiem.
6. Giżycko - Kętrzyn
Zaraz po wyjechaniu z Giżycka skręciłem na drogę 592. A tam wspaniałe lasy, drzewa przy drodze... i podjazdy - wspaniały odcinek ze wspaniałymi widokami. Kilka razy przejazd przez tory. Bardzo podobał mi się ten fragment. Tak jak już niektóre fragmenty przejeżdzało się skupiając na sobie, wysiłku i rowerze, tak tu znów uwaga powędrowała na boki. Po drodze Martiany i bunkry, które kiedyś tu zwiedzaliśmy na pierwszej wyprawie rowerowej. Teraz tylko przemknąłem... Powoli chłodno się robiło, ale nie na tyle by zakładać nogawki/rękawki, tylko okulary już zmienione na pomarańczowe. Sił jakimś cudem nie brakowało i średnia dalej 30-31km/h. Przed Kętrzynem powinienem dobić do 200km. Po drodze żniwa, zapach i odgłos kombajnów, traktorów i samochodów. Ale to chyba wszędzie: im bliżej wiekszego miasta tym większy ruch. Teraz przejechałem przez centrum Kętrzyna. Powitały mnie ścieżki rowerowe, z jednej skorzystałem, ale na bardzo krótko - kostka, czym prędzej na asfalt. Przed godziną 20stą Kętrzyn już jakiś nieco pusty. Kilka rond, skrzyżowań i wyjazd na...
7. Kętrzyn - Sw. Lipka - Biskupiec
... na Reszel. Kętrzyn żegnał podjazdami, ale i mnóstwem rowerzystów, młodych, starszych... miło było mijać, czasem jakiś znak pozdrowienia dodawał sił. W Św. Lipce miałem problem z przerzutką, nie zauważyłem, że tylnia ustawiona na najmniejszą, a przednią chciałem też na najmniejszą (po skosie). Potem wyprzedzałem kilku sakwiarzy, nie wiem czy przypadkiem nie widziałem ich dzień/dwa wcześniej w Biskupcu. Ale.. teraz celem było raczej tylko dojechać do domu, szczególnie że trasa dobrze znana. Przed Reszlem postanowiłem się ubrać, nogawki, rękawki, bandamka na szyję, ostatni fragment batona i do przodu. Zaczałem nawet liczyć kapliczki wyznaczające drogę krzyżową, ale umysł już chyba zmęczony bo zgubiłem się koło 7,8 ...
Przed Reszlem miałem do wyboru dwie drogi do Biskupca: ostrą przez Łężany i tamtejszy podjazd (patrz wykres przewyższeń) albo delikatnie przez Besia. Dystans prawie ten sam, więc zakończyć trzeba z klasą: wybór padł na pierwszą. Średnia przed Reszlem 30.21, spadła do 29.7, na podjazdach w Łężanach musiałem prawie na najniższych przełożeniach. Zachód słońca i ciemność z kilometra na kilometr coraz większa. W lesie przed Bredynkami zapadł już mrok, pędziłem 30km/h przez te drogi życząc, aby przypadkiem nie trafić na dziurę... dało się wyczuć każdą nierówność. Przejechanie po patyku, który łamiąc się wydawał iście głośny trzask, podnosiło puls... oby nie dziura, oby nie głębsza dziura. W dzień za nic bym nie pozwolił sobie na taką jazdę po kiepskim asfalcie, kiedy to wypatruję każdej dziury, aby w nią nie trafić... A teraz ciemność, i do tego zimno.. Mineło mnie może na tym odcinku z 5 samochodów. Przed Bredynkami tir z przyczepą słomy. Jechał wolno, miałem go na oku z 5min, na zakrętach zwalniał, ja doganiałem. Już tylko Bredynki, Adamowo, ... Biskupiec. Udało się! 251.13km w ciągu 10:15h, przy czym samej jazdy 8:27h.
Statystyka:
Data wycieczki: 10 Sierpnia 2009
Dystans: 251.13 km
Czas jazdy: 8:27h
Średnia prędkość: 29.72 km/h
Średni puls: 148
Suma podjazdów 834m








