
Morze, plaża i pare stopni poniżej zera, kamienie pokryte lodem a piasek twardy. Kolejny rok i kolejne głupie pomysły. Ryanair znowu kusi, z Gdańska lata już w stronę Hiszpanii - Alicante. W lutym/marcu temperatury tam idealne na piesze wypady, w nocy 5-12°, w dzień 12-25°. Gdyby tak zaraz po sesji urwać się na kilka dni...
Kolejny pieszy wypad po okolicach Biskupca. I kolejna droga z drzewami. Cóż... chociaż trasa inna i nieco cieplej -10°.
Całodzienny wypad po okolicach Biskupca - mapa. Temperatura -15° nie licząc wiatru, chciałem przetestowac buty trekkingowe (zamsz zaimpregnowany nikwaxem) przedzierając się przez zasypane pola oraz gacie i koszulkę grene wspomniane kiedyś przez Toosha. Polecam teraz i ja - tanie, lekkie i trzymają ciepło o ile nie planujemy długich postojów a tempo i wysiłek choć trochę rozgrzewa organizm. Teraz zastanawiam się czy na spokojne zimowe spacery nie kupić mikropolara grene. A i radzę wybrać co najmniej jeden rozmiar mniejszy niż proponuje producent, wziałem mniejszy a i tak mam luzy (w pasie największe), nogawki i rękawki są długie więc raczej nie będą za krótkie.
Notatki, linki, różne pomysły sprzętowe na piesze i rowerowe wypady "prawie ULTRALIGHT"
- Toosh.
Z przyjemnością chciałbym zaproponować Państwu przygody ser Trochimsona z "Kraju Makaroniarzy", które co jakiś czas umieszcza w swej TrochimLandii.
Jesteśmy gdzieś w gminie Biskupiec na Warmii, tylko gdzie dokładnie? Trzy różne miejsca... znajdź je! Chyba że już wiesz, ale na pewno? Napisz.
16 Listopada 2009 | SkomentujZacząłem w końcu nadrabiać zaległości trójmiejskiego parku krajobrazowego, i muszę przyznać że zachwycony jestem zwykle przesadnie. Szczególnie górkami i widokami z nich - nie raz brakło tchu już na podejściu... Park okazuje się być posiatkowany ścieżkami jak tort dzielony między wielu, i bardzo różnych... bo spotkać można dzieci, rodziców i ich psy, samodzielne i niezależne psy także można spotkać, bikerów i biegaczy a w zimie narto-biegaczy o czym świadczyć mogą wymalowane na drzewach sylwetki postaci z długimi stopami. Zakochane pary i foto-amatorzy, harcerze też się pojawili.
A kiedy w końcu ruszyło się na przełaj, „gotów stawić czoła nieznanemu”, co rusz przecinało się którąś z tych torto-linii, a może już nawet nie przecinało się bo całość parku stanowiła taka szeroka ścieżka. Nie wiem... ale nad porządkiem ktoś tu musiał sprawować opiekę. Żadnych krzaków, gąszczy, zarośli itd. Nawet połamane czasem drzewa, wydawać by się mogło, zamierzoną atrakcję stanowiły. I gdyby nie pagórkowaty teren, to pewnie wytężając zmysły dostrzec można by było spacerowiczów już z kilometra. Strach pomyśleć jak tutejsze zwierzęta są wstanie uniknąć wzroku ciekawskich. Zaszywając się na gorącą herbatę i kawałek czekolady na jednej z górek widziałem uciekającą trójkę saren... oby były tu jeszcze miejsca spokojne i dla nich.
Podobno sporo tu dzików... znajomi z roku opowiadali, że włóczą się między blokami na obrzeżach parku... ahaaa...
26 Października 2009 | SkomentujKorzystając z okazji i miejsca, zapraszam także na rozległe pastwiska pewnej Owcy, na których stoczy pewnie nie jedną walkę z wilkami czy kłusownikami (to rozległe pastwiska, a skoro tak to z gangiem też będzie miała do czynienia) ale i zazna na pewno wiele z pasterskiej opieki i górolskich tradycji.
A właściwie to do Katalonii. Wersja relacji jeszcze wstępna z braku czasu i takie tam...
1 Kwietnia 2009 | Skomentuj