
Przestało lać i nawet słońce wyszło, gdy tem mijał ten ciekawy znak, na którym aż dziw, że nikt nie dorysował emo-gęby. Dwa dni wcześniej mijałem inną ciekawą nazwą miejscowość - Dobry Las - czyż nie piękna nazwa na miejsce, z którego można by pochodzić. Jest też Dobre Miasto, które każdemu może się z czymś innym kojarzyć. Mi się faktycznie, dobrze kojarzy to miasto.

Aparatu już nie ma. Została komórka, która się długo włącza i ma tylko 30mb pamięci. Ale jest jeden plus tej sytuacji - pół kilograma mniej bagażu!

Stało się. Nie pomogły intensywne akcje ratunkowe prowadzone od kilku dni do późnych godzin nocnych. Ale kiedyś musiało się to stać, podobno na każdego przyjdzie kolej.
Przeżył wiele. Szorował asfalt, uderzał o kamienie, opierał się piaskom plaż, kroplom deszczy i mżawek. Nie dał się -15 stopniowym mrozom ani wilgoci nocnych wojaży. Nie siedział za wiele w domu. Był CouchSurfingowcem w Katalonii, pedałował po Litwie, przez Saksonię i Czechy. Włóczył się po górach Valencji, stąpał na granicy Polsko-Słowackiej. Ale najczęściej był zwykłym towarzyszem spacerów i przejażdżek po najbliższych okolicach, to Podlasia, to Pomorza, w końcu Kurpi, Warmii i Mazur. Zbliżał się czasem do małych świerszczy, aby się im dokładnie przyjrzeć, a czasem ściągał odległe statki na wyciągnięcie ręki.
Poczciwy to był towarzysz. Ileż to razy wspominaliśmy wspólne wypady. To on wielokrotnie przypominał mi o starych drzewach, pięknych lasach, pustych drogach i wspaniałych górach. Choć zazwyczaj to ja wypatrywałem kolejnego zakrętu, to jednak jak to z towarzyszem, czasem należało kierować się po jego myśli. Wtedy to on patrzył, on wybierał kierunek a ja szedłem za nim. Wpatrzony w jego cień, kątem oka obserwowałem jedynie fragmenty otaczającego nas świata. Dopiero po powrocie zdawałem sobie sprawę, gdzie mnie prowadził.
Będzie mi go brakowało, to oczywiste. Jego okulary, które czasem wkładał. Torba i kapelusz, które chroniły go od deszczu i słońca. Ciężko na to patrzeć, gdy go już tu nie ma. Przekaże je w czyjeś ręce, niech służą dalej.
Ja zostanę sam, przynajmniej na jakiś czas. Niełatwo będzie mi znaleźć równie poczciwy ... aparat.
18 Sierpnia 2010 | Skomentuj

Trekking po Beskidzie Żywieckim na granicy ze Słowacją - zdjęcia i relacja z wypadu.
Pierwsza Minuta bluesa (wg pomysłu Martina Tallstroma).
Akustyczna Penny - trochę wyje, trochę narzeka ale ma powody.
Dwie próbki nowego mikrofonu: czystsze Twins oraz brudniejsze Low Action. Wszyscy mówią, że akustyk łatwiej nagrywać przez przystawkę, ale to mikrofon zbierze stukanie nogą, przełykanie śliny i serial sąsiadów zza ściany.
Prawo do nieszczęścia, fragment
Ludzie wymyślili rozmaite sposoby werbalnej i niewerbalnej
socjalizacji. Włosi wciąż się obcałowują, Amerykanie wykonują swój
słynny hug, niedźwiedzi uścisk z poklepywaniem po ramieniu. Holendrzy
całują się trzy razy w policzki. Dlatego pewnie Holendra niemal
zatłukli w Zagrzebiu. Myśleli, że jest Serbem. Bo Serbowie całują się
trzy razy, a Chorwaci tylko dwa.
(... opis zwyczajów innych narodowości ...)
Najgorsi są moi ziomkowie, byli Jugosłowianie. Na ulicach
zagranicznych miast natychmiast ich rozpoznacie. Posępnie łypią
dookoła, poruszają się ostrożnie, gotowi do obrony, jakby byli w
dżungli, jakby za każdym krzakiem czekała na nich jakaś okropność. Moi
ziomkowie to ludzie, którzy w poczekalniach u dentysty rozdziawiają
usta i pokazują sobie nawzajem zęby zżarte przez próchnicę. To ludzie,
którzy na korytarzach szpitali nie zawahają się obnażyć piersi, zdjąć
koszuli i spodni, demonstrując sobie nawzajem blizny po operacjach,
tylko po to, by udowodnić, że ich własne obrażenia są najcięższe.
Kiedy ich spytacie: "Jak się masz?", moi ziomkowie regularnie
odpowiadają: "Lepiej nie pytaj!". Co najwyżej możecie z nich wycisnąć
przyznanie w rodzaju: "Jako tako, mogłoby być lepiej".
(...)
Kiedy młodą matkę zapytacie tam, jak się ma jej nowo narodzone dziecko,
odpowie: "O, tu jest, śpi jak zabite!". W innych społecznościach
dzieci śpią jak aniołki, a w moim byłym środowisku jak zabite.
Dubravka Ugresic, nikogo nie ma w domu.



Polecony przez Toosha cykl filmów Dzika Polska na TVP.PL polecam i ja! Boso przez świat też polecam, jak ktoś nie zna oczywiście.
"Poproszono mnie, bym skreślił parę słów o tym, jak zostałem satyrykiem. Otóż ja, kiedy zacząłem pisać, byłem przekonany, że to, co piszę jest bardzo poważne i wzniosłe. Czasem nawet pisząc płakałem ze wzruszenia. Tymczasem ludzie, którzy to potem czytali, bardzo się śmiali i mówili: "ale z ciebie satyryk!" Więc dałem się przekonać i zacząłem pisać rzeczy zabawne, pękając przy tym ze śmiechu. A wtedy ludzie czytali to, płakali ze wzruszenia i mówili: "Ach, co się stało, że takie smutne piszesz rzeczy?"
Ot i wszystko.
" (Utwory Rozproszone)