Faces Of Nature - Wypad w Beskid Żywiecki

Trekking po Warmii


Wszystko zaczęło się od promocji tanich linii lotniczych i kupienia biletów do Bergamo we Włoszech. Mieliśmy ruszyć ze Szczepanem i na ten czas przebywającym tamże Trochimem w Alpy. Ale wulkan wybuchł i wszystkie loty odwołano na ponad tydzień czy więcej.. Byliśmy spakowani więc zamiast w pociąg do Gdańska postanowiliśmy połazić po okolicach.

I chyba tak to się zaczęło... pomijając oczywiście mnóstwo rozterek, wątpliwości itd. związanych z tym całym zamieszaniem, po prostu wyszliśmy z domów, spotkaliśmy się w parku i poszliśmy na północ. A... no tak, zostawiliśmy mapy Alp, które powiesiłem sobie na ścianie, by zamiast nich wziąć dość mało dokładną mapę Warmii i Mazur. To był bodajże 18 Kwietnia roku 2010.




<strong>Dzień 1.</strong> Drogą polną przez tzw. łysek z Biskupca ruszyliśmy w stronę Kruz, było popołudnie, bo cały ranek trwały oczekiwania na decyzję linii lotniczych, czy następnego dnia również loty będą odwołane. Dużo czasu tego dnia nie mieliśmy więc gdy zaczynało już zachodzić słońce znaleźliśmy miejsce na obóz. Pamiętam, że było tam mnóstwo zeszłorocznych suchych liści, które w nocy, zdawało się, czasami szeleściły z jakiegoś niewyjaśnionego powodu.
Fot.1 Dzień 1. Drogą polną przez tzw. łysek z Biskupca ruszyliśmy w stronę Kruz, było popołudnie, bo cały ranek trwały oczekiwania na decyzję linii lotniczych, czy następnego dnia również loty będą odwołane. Dużo czasu tego dnia nie mieliśmy więc gdy zaczynało już zachodzić słońce znaleźliśmy miejsce na obóz. Pamiętam, że było tam mnóstwo zeszłorocznych suchych liści, które w nocy, zdawało się, czasami szeleściły z jakiegoś niewyjaśnionego powodu.
Obóz nocy pierwszej.

<strong>Dzień 2.</strong> Wstajemy, słońce przebija się przez las, jemy śniadanie i ruszamy w stronę Tejstym, trochę po drogach, trochę po polach na przełaj. W Tejstymach zakupy w sklepie spożywczym i drugie śniadanie. Kierujemy się w stronę Wójtowa jakąś starą polną drogą przy której ludzie sadzili jakieś małe patyki. Czasem zatrzymujemy się by odpocząć przy ambonie, a czasem na ambonie wywietrzyć buty. Potem odkrywamy jakieś ruiny budynków gospodarczych i pozostawione gdzieniegdzie kości zwierząt rolnych (?) - klimat robi się całkiem tajemniczy. Czy abyśmy tu byli sami? a może ktoś nas obserwuje... hmm.
Fot.3 Dzień 2. Wstajemy, słońce przebija się przez las, jemy śniadanie i ruszamy w stronę Tejstym, trochę po drogach, trochę po polach na przełaj. W Tejstymach zakupy w sklepie spożywczym i drugie śniadanie. Kierujemy się w stronę Wójtowa jakąś starą polną drogą przy której ludzie sadzili jakieś małe patyki. Czasem zatrzymujemy się by odpocząć przy ambonie, a czasem na ambonie wywietrzyć buty. Potem odkrywamy jakieś ruiny budynków gospodarczych i pozostawione gdzieniegdzie kości zwierząt rolnych (?) - klimat robi się całkiem tajemniczy. Czy abyśmy tu byli sami? a może ktoś nas obserwuje... hmm.
Ciupa z trzecią nogą, kupiliśmy dwa kijki w Alpy, którymi się podzieliliśmy ze Szczepanem - żeby było lżej i żeby też zobaczyć, czy te kijki coś w ogóle dają. I dają!Widok z ambony.Widok na ambonę.

Odkrywamy sporą górkę z widokiem na Reszel. Gdzieś niedaleko robimy sobie przerwę na małe co nieco, gdy tymczasem niedaleko zjawiają się wielkie ciągniki orające pole, po którym będziemy zaraz szli.
Fot.7 Odkrywamy sporą górkę z widokiem na Reszel. Gdzieś niedaleko robimy sobie przerwę na małe co nieco, gdy tymczasem niedaleko zjawiają się wielkie ciągniki orające pole, po którym będziemy zaraz szli.
Robimy panoramkę.Szczepan pokazuje chyba na Reszel.

Za Wójtowem idziemy w stronę Kolna polnymi drogami. Czasem jest ciężko, my nieprzyzwyczajeni. Ciekawe co to by było w Alpach. W Kolnie skręcamy gdzieś w bok i idziemy na czuja przez las pełen zawilców i przylaszczek. Jest świetnie, mimo iż nie wiemy gdzie idziemy. Ale że robi się już ciężko a my głodni więc szukamy powoli miejsca na obóz. Znajdujemy je między brzozami. Na tą noc zapowiadali mrozy, więc zrywamy trawę i próbujemy ochronić się jakoś przed ewentualnym przymrozkiem.
Fot.11 Za Wójtowem idziemy w stronę Kolna polnymi drogami. Czasem jest ciężko, my nieprzyzwyczajeni. Ciekawe co to by było w Alpach. W Kolnie skręcamy gdzieś w bok i idziemy na czuja przez las pełen zawilców i przylaszczek. Jest świetnie, mimo iż nie wiemy gdzie idziemy. Ale że robi się już ciężko a my głodni więc szukamy powoli miejsca na obóz. Znajdujemy je między brzozami. Na tą noc zapowiadali mrozy, więc zrywamy trawę i próbujemy ochronić się jakoś przed ewentualnym przymrozkiem.
Rozglądanie się po okolicy.O tam tam.. nasz zagajnik.

Wpierw obiado-kolacja, potem trochę zdjęć i powoli spać. A..! oczywiście, mieliśmy też koncert ptaków. Niektóre chyba inspirowały się grami kosmicznymi z lat 90tych, bo strzelały, znaczy wydawały dźwięki niczym komodore i gry typu galaxy.
Fot.14 Wpierw obiado-kolacja, potem trochę zdjęć i powoli spać. A..! oczywiście, mieliśmy też koncert ptaków. Niektóre chyba inspirowały się grami kosmicznymi z lat 90tych, bo strzelały, znaczy wydawały dźwięki niczym komodore i gry typu galaxy.

<strong>Dzień 3.</strong> Tak, tej nocy był przymrozek o czym świadczył szron na trawie. Wstaliśmy na wschód żeby pofocić, co zresztą nie było trudne, bo noc jeszcze dość długa o tej porze roku. Za ciepło nie było, ale kaptur na głowę, czapka, bandamka i uszło. Mamy dopiero poranek, znów słoneczny więc w dzień będzie znacznie cieplej.
Fot.17 Dzień 3. Tak, tej nocy był przymrozek o czym świadczył szron na trawie. Wstaliśmy na wschód żeby pofocić, co zresztą nie było trudne, bo noc jeszcze dość długa o tej porze roku. Za ciepło nie było, ale kaptur na głowę, czapka, bandamka i uszło. Mamy dopiero poranek, znów słoneczny więc w dzień będzie znacznie cieplej.
Dzień dobry nowy dniu.Szczepan próbuje coś foto-upolować.

Idziemy na południe, dokładnie też nie wiemy gdzie jesteśmy. Dopiero po wyjściu na otwarty teren zauważamy wiatrak - Bęsi (sic) - Bęsia!, Szczepan ciągle mnie poprawia. Nieco zaskoczeni sytuacją idziemy tam po zakupy. Nawigatorzy z nas nie będą... ale za to mamy niespodzianki. Robimy zakupy, głównie wody, bo potrzebna do gotowania. Samego żarcia mamy sporo. Coś tam jemy i ruszamy w stronę Oterek.
Fot.18 Idziemy na południe, dokładnie też nie wiemy gdzie jesteśmy. Dopiero po wyjściu na otwarty teren zauważamy wiatrak - Bęsi (sic) - Bęsia!, Szczepan ciągle mnie poprawia. Nieco zaskoczeni sytuacją idziemy tam po zakupy. Nawigatorzy z nas nie będą... ale za to mamy niespodzianki. Robimy zakupy, głównie wody, bo potrzebna do gotowania. Samego żarcia mamy sporo. Coś tam jemy i ruszamy w stronę Oterek.
Idziemy w stronę Besi.Potem w stronę Oterek.Oterki.

Za Oterkami wchodzimy w las i odkrywamy spory staw w środku lasu. Dość przyjemnie tam było, mimo że dookoła mnóstwo ambon... strzelnica na kaczki? Po przerwie i wysuszeniu namiotu (jeszcze poranna rosa) idziemy dalej, tak mniej więcej. Potem na przełaj przez las i kompletnie się gubimy. Znaczy mamy kompas i idziemy w jakimś tam mniejwięcej kierunku, ale gdzie wyjdziemy to nie mamy pojęcia. Dopiero na otwartym terenie odkrywamy w oddali Łężany albo .. coś podobnego. Nie żeby z nas takie ofiary były, to mapa była po prostu zbyt ogólna!
Fot.22 Za Oterkami wchodzimy w las i odkrywamy spory staw w środku lasu. Dość przyjemnie tam było, mimo że dookoła mnóstwo ambon... strzelnica na kaczki? Po przerwie i wysuszeniu namiotu (jeszcze poranna rosa) idziemy dalej, tak mniej więcej. Potem na przełaj przez las i kompletnie się gubimy. Znaczy mamy kompas i idziemy w jakimś tam mniejwięcej kierunku, ale gdzie wyjdziemy to nie mamy pojęcia. Dopiero na otwartym terenie odkrywamy w oddali Łężany albo .. coś podobnego. Nie żeby z nas takie ofiary były, to mapa była po prostu zbyt ogólna!
Tu gdzieś jest staw.Tu Ciupa robi sobie przerwęA tu idzie z przytroczonymi śmieciami z drugiego śniadania. Wydaje mu się, że wie gdzie - ale tylko wydaje.

Widząc w oddali jakąś wioskę chcemy tam się udać po wodę. Po drodze odkrywamy wąwóz ze strumieniami, robimy trochę fot i idziemy dalej.
Fot.26 Widząc w oddali jakąś wioskę chcemy tam się udać po wodę. Po drodze odkrywamy wąwóz ze strumieniami, robimy trochę fot i idziemy dalej.
Owy wąwóz.Owy strumień.Wyjście z owego wąwozu.

Dotarliśmy do Łężan, zakupiliśmy wodę na obiado-kolację i na rano. Rozeznaliśmy się też w sytuacji z ewentualnym powrotem autobusem. Następnego dnia miał spaść śnieg a my byliśmy sporo drogi pieszej od Biskupca. Ale.. trzeba było wpierw znaleźć spokojne miejsce na nocleg. Pogadaliśmy z miejscowymi a ci chyba się prawie posprzeczali o to, jak powinniśmy iść by było łatwo i przyjemnie. Z pewnością chcieli dobrze. Znaleźliśmy gdzieś na górce koło małego jeziorka dogodne miejsce. Dość wcześnie rozbiliśmy się, niestety zmęczenie. I co tu robić gdy do zachodu jeszcze sporo czasu... Szczepan pograł na harmoszce, ja już nie pamiętam co robiłem, pewnie chciałem jeść.
Fot.30 Dotarliśmy do Łężan, zakupiliśmy wodę na obiado-kolację i na rano. Rozeznaliśmy się też w sytuacji z ewentualnym powrotem autobusem. Następnego dnia miał spaść śnieg a my byliśmy sporo drogi pieszej od Biskupca. Ale.. trzeba było wpierw znaleźć spokojne miejsce na nocleg. Pogadaliśmy z miejscowymi a ci chyba się prawie posprzeczali o to, jak powinniśmy iść by było łatwo i przyjemnie. Z pewnością chcieli dobrze. Znaleźliśmy gdzieś na górce koło małego jeziorka dogodne miejsce. Dość wcześnie rozbiliśmy się, niestety zmęczenie. I co tu robić gdy do zachodu jeszcze sporo czasu... Szczepan pograł na harmoszce, ja już nie pamiętam co robiłem, pewnie chciałem jeść.

<strong>Dzień 4.</strong> Wstaliśmy, zjedliśmy i w stronę drogi. Do autobusu było jeszcze sporo czasu więc poszliśmy drogą asfaltową na kolejny przystanek pod górkę. Pewnie i byśmy dali radę pieszo do samego Biskupca, ale byłby to raczej już sam sport i walka z ciężkim plecakiem. Autobus przyjechał, nawet znajomego tam spotkaliśmy i migiem znaleźliśmy się w Biskupcu. Fajnie było tak połazić po okolicach swojego miejsca zamieszkania. Tym bardziej, że nie znaliśmy tych miejsc wcześniej, bo... pieszo zbyt daleko na jeden dzień a rowerem nie dałoby rady w wielu miejscach na przełaj przez pola czy las.
Fot.31 Dzień 4. Wstaliśmy, zjedliśmy i w stronę drogi. Do autobusu było jeszcze sporo czasu więc poszliśmy drogą asfaltową na kolejny przystanek pod górkę. Pewnie i byśmy dali radę pieszo do samego Biskupca, ale byłby to raczej już sam sport i walka z ciężkim plecakiem. Autobus przyjechał, nawet znajomego tam spotkaliśmy i migiem znaleźliśmy się w Biskupcu. Fajnie było tak połazić po okolicach swojego miejsca zamieszkania. Tym bardziej, że nie znaliśmy tych miejsc wcześniej, bo... pieszo zbyt daleko na jeden dzień a rowerem nie dałoby rady w wielu miejscach na przełaj przez pola czy las.

Fotografie przygotowali: Szczepan i Ciupa.



Dodaj komentarz:


Imię, email:


Treść:

2 3

Twoje skojarzenia


Jeśli myślisz, że słowa kluczowe albo opis są nieprawidłowe lub zbyt ogólne - dodaj swoje propozycje.


Opis/Słowa kluczowe:

Imię, email:

2 3